Informacji kilka.

→ Ogłaszam informację, że u Dunajki trwa konkurs. Osoby zainteresowane mogę jeszcze się zgłosić [14.12]
→ Jako, że w ramce pokazuję się, iż czytam teraz Musso, wyprowadzę Was z błędu. Jako, że dostałam propozycję od wydawnictwa, właśnie jestem w trakcie czytania „Szeptem” Beccy Fitzpatrick. Premiera tej książki już za miesiąc. Wyjaśnię, że dostałam książkę od wydawnictwa w ramach współpracy. Książkę otrzymałam od Wydawnictwa Otwarte. Już niedługo ukaże się recenzja.
→ W ramach współpracy z wydawnictwem, osoby czytające mają szanse zdobycia tej oto książki. Szczegóły konkurs podam w najbliższym czasie. Udział w konkursie mogą brać wszyscy, bez granic wiekowych. Książkę wyśle do szczęśliwca wydawnictwo.

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet”, Larsson Stieg

Autor: Larsson Stieg
Tytuł: Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet
Tytuł oryginalny: Män som hatar kvinnor
Język oryginalny: szwedzki
Tłumacz: Walczak Larsson Beata
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: thriller/sensacja/kryminał
Forma: powieść
Serie wydawnicze: Czarna Seria [Czarna Owca]
Cykle: Millennium (tom: 1)
Stron: 634

Moja ocena:
O tak ! I jeszcze raz tak! To jest mój żywioł, z którego nigdy nie wyrosnę. Kryminały to mój konik, więc każda powieść, każde morderstwo nie dość, że jest czytane z zapartym tchem, to jeszcze sama je rozwiązuje. Tak więc szczególnie nie lubię gdy sama mogę dojść do sedna sprawy. Gdy już w środku książki mogę wytypować morderce, a po tylu przeczytanych kryminałach nie łatwo mnie zaskoczyć. Tak więc panie Larsson, gratuluję, udało się panu mnie zaskoczyć. Udało się panu stworzyć historię, którą czyta się z zapartym tchem. Którą chcemy nosić w torbach, mimo, że to okropnie ciężka cegła. Mimo, że zajmuję tyle miejsca.

„Cały ten szum jest w pełni uzasadniony(…). W książce świetne jest wszystko – bohater, fabuła, atmosfera” The Times

Nie czytałam ani recenzji, ani opinii, nawet do końca nie wgłębiałam się w historię, by nie zepsuć sobie przyjemności,. By nie stwierdzić, nawet nie przeczytawszy, że to świetna książka lub totalny gniot. I cieszę się, że udało mi się wytrwać do tej pory, do zakupienia książki i delektowaniu się każdą stroną.

Nie powiem początek by dość zaskakujący, o co chodzi? Ale gdy zaczynamy zlecenie, gdy zaczyna się śledztwo, czytelnik wpada jak śliwka w kompot(czy inny tam owoc) i wychodzi dopiero na sam koniec. Nie powiem, jak dla mnie końcówka była dość zbędna, jednak odegrała jakby większą rolę. Jeśli jest to była potrzeba i koniec. Tak musiało być.

Gratka dla wielbicieli napięcia i oczekiwania, dla wielbicieli kryminału i mrocznych tajemnicy, dla niezbyt wrażliwego czytelnika. Czasem o mocnych nerwach. Dla tych co lubią znikać w książce oraz tych, którzy czekają na jaką przygodę.

Od wydawcy:
Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist – dziennikarz i wydawca magazynu „Millennium” otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera – magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander – młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” to doskonały, pełen pasji thriller, w którym tajemnica trzyma czytelnika w napięciu aż do samego końca. Po książki Larssona na całym świecie sięgnęło już prawie 9 mln czytelników! Tę książkę można czytać na wielu płaszczyznach: jako kryminał pełen mrocznych tajemnic, jako znakomitą, wielowątkową powieść współczesną, pełną prawdziwych zdarzeń i osób, jako thriller psychologiczny z doskonale skrojonymi sylwetkami bohaterów. Autor ma fantastyczną zdolność jednoczesnego prowadzenia wielu skomplikowanych wątków, które błyskotliwie wiąże ze sobą. To pierwsza z trzech książek o Mikaelu Blomkviście i Lisbeth Salander zebranych w serii „Millennium”. Mimo 640 stron – trudno się od niej oderwać!

5+/6

„Coś niebieskiego”, Giffin Emily

Autor: Giffin Emily
Tytuł: Coś niebieskiego
Tytuł oryginalny: Something Blue
Język oryginalny: angielski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Serie wydawnicze: Seria z dziewczyną
Cykle: Coś pożyczonego (tom: 2)

Moja ocena:
Gdybym miała oceniać książkę powierzchownie, rzec mogłabym „babskie czytadło”. Typowa historia, główna bohaterka głupia jak but, egoistka, zadufana w sobie, niepotrafiąca docenić tego co ma dopóty tego nie straci. Ot, cała filozofia. Ale sztuką dobrego przeczytania książki jest fakt, że wynosimy z niej coś mądrego, mimo tego, że inni tego nie widzą. I głównym problemem w książce wcale nie jest porzucenie Darcy, jej ślub, ciąża itp. Wcale nie. Główną sprawą w książce jest przemiana Dracy, jej walka z samą sobą. I efekt jaki poznajemy na końcu. Nie zdradzając zakończenia, skupię się na wewnętrznej przemianie jaką zaserwowała na pani Giffin. Otóż pod bazą zwykłego czytadełka czyha większy problem, który dotyka co raz to częstszą osobę. Spójrzmy prawdzie w oczy. Niby XXI wiek, a społeczeństwo to banda snobistycznych bałwanów, którzy myślą tylko o sobie. I to właśnie pani Giffin nam pokazuje, trochę światła dziennego na życie kobiety, która w życiu miała wszystko, urodę, figurę, pieniądze, a teraz zostaje z niczym. Przemiana jaka zachodzi w bohaterce jest wielka i właśnie dzięki niej, patrzymy na samych siebie z innej perspektywy. „Czy aby przypadkiem ja nie jestem taki sam/sama?” Pod pozorem znowu szczęśliwego zakończenia kryję się ukryta mądrość życiowa, która przyda się nam nie tylko teraz, ale na długie lata w przyszłości.

Kiedy wszyscy biją brawo i piją szampana, uśmiecham się do Rachel, myśląc, że doskonale to ujęła. Miłość i przyjaźń. To one czynią z nas ludzi, którymi jesteśmy. A jeśli pozwolimy, potrafią nas również zmienić.

Od wydawcy:
Tydzień przed ślubem Dex rzuca Darcy. Ona przyjmuje to w miarę spokojnie. Jednak gdy dowiaduje się, że zdradził ją z Rachel, w której zakochał się z wzajemnością, wpada we wściekłość. Obwinia oboje o rozpad swego narzeczeństwa, choć sama ma romans z drużbą Deksa, Marcusem, i spodziewa się jego dziecka.
„Coś niebieskiego” ukazuje dalsze losy Darcy i Rachel, bohaterek powieści „Coś pożyczonego”. To historia przyjaźni i zdrady pokazana z perspektywy Darcy, ale przede wszystkim powieść o wewnętrznej przemianie, dojrzewaniu do macierzyństwa i miłości. [Wydawnictwo Otwarte, 2008]

4+/6

„Ostatnie życzenie”, Sapkowski Andrzej

Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma: zbiór opowiadań/nowel
Serie tematyczne: Wiedźmin
Stron: 286

Moja ocena:
Fantastyka? O zgrozo. Nigdy w życiu! A jednak. Niemów hop, póki nie przeskoczysz. I tak oto, człowiek, który nie lubił fantastyki, pokochał sagę Wiedźmina. Niemożliwe staję się możliwie, a to co nieosiągalne staje się osiągalne. Jakież to dziwne, polubić coś, co zawsze nas opychało. Ileż ja książek fantasty przytargałam do domu, których to nigdy nie skończyłam, zmusić się nie dałam i do dnia wczorajszego zmusić się nie mogłam. A tu proszę.

Tak, tak – westchnął ponownie Jakier. – Świat się zmienia, słońce zachodzi, a wódka się kończy. Co się jeszcze, twoim zdaniem, kończy? Wspomniałeś coś o kończeniu, filozofie.[str.167]

Po co mam rozwodzić się nad budową, środkami stylistycznymi, językiem. Tego i tak nie zdołam opisać. Raz, nie potrafię opisywać fantastyki, bo czy jest jakaś skala, którą zmierzę odpowiedniość potworów, odpowiednie zachowanie bohaterów czy odpowiednik dobra i zła, które musi znaleźć się w książce? Dwa, nie wiem za bardzo jak mam się do tego zabrać. Bo jakieś obyczajówki, to łatwo opiszę. Główna bohaterka jest głupia, mąż jej nie kocha i tak dalej. A tu? Jedyne co mogę napisać to, to, że polscy pisarze złapali u mnie ogromny plus. Powiedzmy sobie szczerze, nie jesteśmy jak Niemcy, którzy sięgają po swoją markę, dopiero później ewentualnie po inną. O nie, tu się zgodzimy, Polacy tacy nie są i nigdy nie będą. Tak więc jako przykładowy polak, rzadko sięgam co nasze. I powiem, że strona po stronie przekonywałam się, że nasze też może być dobre. Sapkowski pokazuje klasę jakiej wielu autorom brak. Pokazuje, że polskie nie oznacza gorsze. A przede wszystkim pokazuje, że można polubić coś czego się nie cierpi. Za to serdecznie autorowi dziękuję.

Popyt na poezję i dźwięk strun lutni nie spadnie nigdy. Z twoim zawodem gorzej. Wy, wiedźmini, sami przecież pozbawiacie się pracy, stopniowo, ale stale. Im lepiej i sumienniej pracujecie, tym mniej macie do roboty. Przecież waszym celem, racją waszego istnienia jest świat bez potworów, świat spokojny i bezpieczny. Czyli świat, w którym wiedźmini są zbędni. Paradoks, prawda? [str.168]

Nie wdrążając się w szczegóły, aby nie zepsuć przyjemności czytania. 1 tom to zbiór opowieści, poznajemy różne przygody, różne zlecenia Wiedźmina. Poznajemy zawód Wiedźmina, trochę jego życia, magiczne stworzenia, które nie tak jak w innych powieściach(np. Zmierzch) są dobre. Robią figle, psocą się, a częściej zabijają. Pełna napięcia i zaskakujących momentów. Wciągająca i przyciągająca. Zachęcająca sama w sobie.

Od wydawcy:
Tom I opowiadań
Wiedźmin nie jest rębajłą pokroju Conana. To mistrz miecza i fachowiec czarostwa, strzegący moralnej i bilogicznej równowagi w cudownym świecie fantasy. Z woli Sapkowskiego w ów świat pełen potworów i bujnych charakterów, skomplikowanych intryg i eksplodujących namiętności wnosi Geralt nasze problemy, mitologie i nowoczesny punkt widzenia. Staje się więc widzem i bohaterem, oskarżonym i sędzią, kochankiem i błaznem, ofiarą i katem. Przewrotna literacka robota, łącząca walory moralitetu, postmodernistycznej zabawy dla intelektualistów i przygodowego czytadła dla każdego.
Książka została wydrukowana na papierze ekologicznym.

6/6

Listopadowy stosik. + zaległości

Witam ! Bynajmniej po długiej przerwie, ale witam serdecznie. Powinnam powiedzieć, że mi przykro, bo jest mi przykro. Jest mi smutno, że przez ostatni miesiąc miałam tak mało czasu. A gdy już go miałam, nie było mnie w domu, ale zupełnie, kompletnie nie miałam głowy na nic. Wypożyczyłam sobie super książkę „Desperacja” Stephena Kinga, ale musiałam zwrócić, terminy. Nie miałam głowy nawet do pisania na Waszych blogach, za co bardzo przepraszam. Postaram się na wszystkich coś napisać, a u Moni, Zosi i Wyrysowanej skomentować wszystkie posty z tego miesiąca. Trochę to zajmie, ale będzie na pewno!
Nie mogę teraz obiecać, że znów nie zniknę. Mam teraz bardzo ciężki okres w życiu, coś trzeba zamknąć, coś rozpocząć. Tak więc nie obiecując zbyt wiele, witam ponownie. Mam nadzieję, że znów mnie przygarniecie ; ))

Prezentowany powyżej stosik jest pewną zdobyczą, bo każdą książkę z tej kupki udało mi się zdobyć na niską, wręcz bardzo niską cenę :D

1. Kathy Reichs  „Śmiertelne decyzje” (3 tom)
2. Emily Griffin „Coś niebieskiego”
3. Andrzej Sapkowski „Ostatnie życzenie” (1 tom Wiedźmina)
4.Jack London „Martin Eden ”
5. Sonia Nazario „Podróże Enrique” (wygrana)

„Antygona”, Sofokles

Autor: Sofokles (Sophocles)
Tytuł oryginalny: Σοφοχλεονζ Αντιγσ
Język oryginalny: grecki (klasyczny)
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)
Forma: utwór dramatyczny
Stron: 49

Moja ocena:
Cóż mogę powiedzieć? Otwieram książkę, czytam pierwszą wypowiedź, akurat zbiegiem okoliczności, jest to wypowiedź Antygony. I nagle cisza. Zupełnie niezrozumiany język, zupełnie obce rymy i forma pisania. Uprzedzali mnie na początku, że to nudna, trudna, ciężka i dłużąca się lektura. Jednak na przekór innym, muszę stwierdzić, że wyjątkowo mi się podobało!

Szczęście człowieka – wielki rozum!
To najcenniejszy dar:
Kto pełni zawsze wolę bożą,
Ten ciężkich ujdzie kar.
W cierpieniu ten, kto grzeszył dumą,
na starość uczy się rozumu.

Uroku książce nadało wydanie, jakie posiadam w domu. Moje wydanie „Antygony” wydrukowane zostało 60 lat temu, dokładnie w 1949. Nosi imię i nazwisko mojego pradziadka, który także z niej korzystał oraz notatki mojej mamy, która także czytała Sofoklesa z tego wydania. Piękne, jak na swój wiek, strony, lekkie pismo mojej mamy obok, zapach książki. To coś, to od razu wprowadziło mnie w świat lektury.
Wspominając „Pana Tadeusza”, z którym od samego początku się nie polubiłam, pełna obaw sięgnęłam po „Antygonę”. Co jak co, jeśli nie zrozumiałam Pana Tadeusza, to dopiero tą książkę! No przecież, to jeszcze kupe lat wstecz, matko boska, jak ja to zrozumiem? Pierwsze strony, pierwsze niewiadome. Ale wzięłam się. Skupiłam i okazało się, że naprawdę można to zrozumieć bez większego wysiłku. To naprawdę dobry utwór. Ba! Wręcz ponad czasowy. Weźmy książki, które były bestselerami jeszcze niedawno, a teraz kurzą się na półkach, bo nikt ich nie czyta. A tu, znajdziemy mądrość nawet po tylu latach!
Można nie lubić lektur, ja nie lubię, ale z tą wyjątkowo się polubiłam. I myślę, że czasem do niej wrócę, aby znów odnaleźć coś mądrego.

Tak trup przy trupie leży, doczekawszy
ślubów małżeńskich – w pałacu Hadesa.
I daje przykład, jak nierozum ludzki
największym bywa człowieka nieszczęściem.

Od wydawcy:
„Antygona” (Antigone) Sofoklesa należy do najlepszych, najpoczytniejszych i najczęściej wystawianych sztuk spośród zachowanych dramatów antycznych. Jest to arcydzieło o charakterze uniwersalnym, ponieważ zawiera przekaz zawsze aktualny i dla ludzkości, i dla człowieka jako jednostki. Sofokles głosi, że godność ludzka jest niezbywalna, że nie przekreśla jej nawet najgorszy czyn, bo brat, chociażby był zdrajcą, nie przestaje być bratem i człowiekiem, nie staje się rzeczą, którą można rzucić psom i sępom na pożarcie, lecz zasługuje na miłość i poświęcenie. Poeta eksponuje znaczenie naturalnych więzów między osobami bliskimi oraz przeciwstawia miłość nienawiści. Dowodzi, że istnieją niepisane prawa boskie i prawa naturalne, których nie należy lekceważyć.

5/6

„Pamiętnik narkomanki”, Rosiek Barbara

Autor: Rosiek Barbara
Tytuł: „Pamiętnik Narkomanki”
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: biografia/autobiografia/pamiętnik
Stron: 304

Moja ocena:
Nigdy tak naprawdę nie zrozumiemy tych ludzi, którzy piją, biorą, prostytuują się. Bo z naszej strony wygląda to tak zupełnie „normalnie”, jak już wpadłeś w nałóg, to z niego wyjdź. Otrząśnij się, powstań i żyj dalej. A prawda jest taka, że nigdy, dopóty sami tak nie skończymy, nigdy nie zrozumiemy ludzi takich jak oni. Takich jak Barbara Rosiek.

Zawsze myślałam, że gdy trzeba będzie odejść, to będę się bardzo tego bała. Bo mimo wszystko nikt nie chce odchodzić, gdy się jest tak młodym. Wtedy tak bardzo chce się żyć. Z tym wszystkim, co się kocha, z człowiekiem, którego się kocha. W tym cholernym życiu potrzebna jest miłość. Bez niej jest wieczna pustka, która dusi, zabija, męczy. I wtedy nie można być sobą. Jest się dla siebie zupełnie obcym. Tak zupełnie i bez reszty obcym dla samego siebie.

Co możemy wiedzieć o walce z samym sobą, o codziennych zmaganiach? Wydaję się nam, że wiemy co to jest ból, psychiczny i fizyczny. Wydaję się nam, że trzeba być wyjątkowo głupim, aby wpaść w nałóg. Być może trzeba być idiotą, aby wpaść, aby zacząć ćpać. Ale nie trzeba być bystrzakiem, aby wyjść. Bo wyjść z nałogu jest bardzo trudno i nie wielu się to udaje. Całe ich życie po nałogu, to jest codzienna walka. Zmaganie się z samym sobą, z przeciwnościami, uciekaniem od znanych narkomańskich ulic, znajomych. Przecież całe życie narkomana to jest jakieś małe grono, po za nim nie ma się nikogo. Dosłownie nikogo. Przecież narkomani wychodzą z założenia, że nikt ich nie rozumie, a do tego dochodzi jeszcze stan „po wpływem” narkotyków, kiedy to mają olane na innych ludzi, a na głodzie, nienawidzą innych. Gdy kończy się życie narkomana, gdy zrywa z dotychczasowym nałogiem i chce walczyć, jest mu naprawdę ciężko, bo gdzie się nie ruszy, inni narkomani od razu go rozpoznają. Co jak co, ale każdy narkoman, pozna drugiego narkomana nawet w tłumie.

Walczy we mnie tyle postaci. Jestem jak wiecznie niespokojne morze. Codziennie powstaje we mnie coś nowego, pełnego niedosytu dla widza z zewnątrz i zrywam się do nowych poszukiwań jak fala bijąca o brzeg.

Być może, będzie to dziwne porównanie, ale czytając kolejną książkę o narkomanach(mam już za sobą „Dzieci z dworca zoo” Christiane F.) zaczynam porównywać narkomanów, do ludzi chcących popełnić samobójstwo. Bo my tak naprawdę nie wiemy jak to jest, kiedy ktoś chce się zabić. Wydaję się nam, że samobójca z dnia na dzień myśli sobie tak „O! Mam dość życia. Chcę się zabić”. A prawda jest zupełnie inna. Samobójcy z dnia na dzień, zupełnie niezauważalnie zanika chęć życia. Przestaję się bać nadjeżdżającego samochodu, „Potraci mnie? Trudno…”. Nagle przestaje się uśmiechać, myśli (na początku) nie dają mu spokoju, ciągle jest zadumany i smutny. Dopiero później, gdy patrzy na jakieś wydarzenie/zjawisko/przedmiot, kombinuje jakby się tu uśmiercić. Tak samo narkoman. Stereotypowo, myślimy, że on sam tego chciał, jak chciał to niech ma! A jeśli spojrzeć z zupełnie innej strony, narkoman jest jak samobójca. Na początku przestaje mu zależeć, jak mnie kolejna dawka zabije, trudno, jeśli nie, to nic. Dopiero gdy stacza się na dno, odkrywa, jak bardzo się stoczył, że próbował się zabić. Czasami jest za późno, czasami w ostatni momencie ten ktoś się budzi.

Stachura: Pomóż sobie, bo tylko jedynie wtedy pomożesz sobie w tym sensie, że będziesz w stanie nie potrzebować pomocy, tylko jedynie wtedy będzie zarazem w stanie pomóc innym ludziom. Bądź w swoim świecie, bo żaden inny do dla ciebie nie istnieje, bądź naprawdę sobą, nie uciekaj od siebie, nie oszukuj się, nie udawaj przed sobą i przed innymi, że jesteś kimś innym niż ten, którym jesteś. Bądź sobą, bo tylko tak możesz siebie poznać.

Biorąc się za opisanie książki. Lektura ta podzielona jest jakby na dwie części. Pierwsza to życie Rosiek w nałogu, odtrucia, leczenia i psychiatryki. A druga to jej walka ze sobą, życie bez narkotyku, studia.

[…] mój uśmiech to maska, pod którą toczę wewnętrzną walkę, jestem w niej osamotniona.

Pierwsza część jest napisana stylem dość młodzieżowym, lekkim i przystępnym w zrozumieniu. Zaś druga, to mocne emocje targające Baśką, jej walka z samą sobą, pokonywanie lęku. Dość kręte myśli, emocje. Trzeba dużej gimnastyki, aby dokładnie złapać sens wewnętrznych przeżyć bohaterki. Autorka włożyła całą duszę w pisanie, dzięki czemu, podczas czytania, mogliśmy wyczuć zmiany nastojów, nienawiść, obojętność, pragnienie, a przede wszystkim walkę jaką toczyła autorka sama ze sobą.

Jeżeli życie zostało nam dane, nie można ciągle pytać o jego sens, tylko tak je przeżyć, by spełniało się codziennie.

Porównując „My dzieci z dworca zoo” oraz „Pamiętnik narkomanki”, zauważam dużą różnicę miedzy opowieściami tych pań. Christiane miała problemy od małego, nie miała udanego dzieciństwa. A Baśka miała dom rodzinny, do którego zawsze mogła wrócić, rodzice kochali ją cały czas, zawsze miała w nich wsparcie. Twierdzi się, że narkoman, musi poczuć, że upadł na samo dno, ale czy podczas tego procesu, jaki ciągnie się od samego początku do końca, kiedy osiąga się dno, czy wtedy nie zanika miłość rodzica do dziecka i na odwrót? Przecież Christiane nawet nie wracała do domu, mieszkała w spelunie. Więc mogę spokojnie powiedzieć, iż Rosiek Barbara miała wielkie szczęście. Nie musiała też sprzedawać swojego ciała. Nie musiała chodzić na zarobek czy żebrać o pieniądze na heroinę. Czytając książkę nawet zauważamy, że miała okres, gdy wstrzykiwała sobie heroinę, ale był to zamiennik za morfinę. Nie była uzależniona od hery, być może dlatego, poradziła sobie z przeciwnościami losu, wyszła z nałogu, żyje. Ale zawdzięcza to tylko sobie.

Książka jest świetnym przykładem walki człowieka z samym sobą, zmaganiu się z codziennym życiem oraz zboczeniem z drogi w bardzo młodym wieku. Co teraz bardzo często się zdarza. Ale tak naprawdę to XXI wiek tak kształtuję młodych. Uczymy młodych od małego, takich zachowań, teraz jeśli chcesz być fajnym, musisz palić, pić, uprawiać seks na każdym zakręcie, z każdym. Dosłownie. Wiem jak to wygląda w mojej szkole, co jakiś czas ktoś się chwali ile wypił, czy stracił przytomność, albo czego to oni na tej imprezie nie robili.

W nocy byłam w Bytomiu na oddziale sztucznej nerki. Wiozłam dwudziestoletniego chłopaka, który jest dializowany trzy razy w tygodniu i wierzy, że dostanie przeszczep, który się przyjmie. To niepojęte. Jest niewolnikiem aparatury, a tyle w nim wiary. Chłonęłam ją dla siebie. To była bardzo ważna noc. Zaczęłam wierzyć, że można.

Takie książki sprawiają, że nie czujemy się tak samotni w tym wielkim świecie. Zauważamy, że są ludzie, którzy niekiedy mają gorzej od nas. A przede wszystkim uczymy się tyle mądrego. Przecież nie na co dzień ktoś przedstawia nam taką historię i pokazuje nam tyle uczuć i emocji, niekiedy ciężkich i niezrozumiałych. Ale otwiera się i pokazuje świat z zupełnie innej strony. Z tej brutalnej strony, którą też musimy znać. Przecież są dobre i złe dni, jak także, dobre i złe postacie, które grają sami ludzi, a scenarzystą jest życie.

Od wydawcy[z okładki]:
To prawdziwe notatki dziewczyny, później kobiety, w których zamkniętych zostało piętnaście lat życia na krawędzi, we wciąż na nowo podejmowanej walce z nałogiem. Jej przejmujące, niejednokrotnie bardzo drastyczne świadectwo rodzi prawdę o piekle, jakim jest uzależnienie. Daty dzienne wyznczają tu czas szkoły, pracy i wakacji, ale przede wszystkim czas życia i śmierci.
[Pracownia Słów, Warszawa 2002]

5,5/6

Nowy stosik.

DSC04291Dotarła do nie jeszcze „Srebrna zatoka” Jojo Moyes, wygrana u Moni, której ogromnie dziękuje ! Ostatnio też zgarnęłam nagrody u prowincjonalnej_nauczycielki, czyli koszulkę, 4 przypinki i 2 plakaty do książki „Gone. Zniknęli. Faza pierwsza: niepokój” Michael Grant. Naprawdę sprawiło mi to nie lada radochę ! :)
Na przyczepkę dwa tomy z „Lato z kryminałem 2009”.

Wczoraj zrobiłam porządek w figurkach szklanych, ponieważ nie potrzebuję już ich, schowałam do kartonów i w końcu zrobiło się miejsce dla moich nowych książek. Bałam się już, że poprzednie półki się urwą. Tyle tego było :]

Szyderstwa i trwogi, Dąbrowski Stanisław

dsc04282pAutor: Dąbrowski Stanisław
Tytuł: Szyderstwa i trwogi

Moja ocena:
Nie za bardzo umiem oceniać wiersze, bo wiersze trzeba poczuć. Uwarzam, że autor, mimo tego, iż w sposób prosty i przystępny, pokazał wspaniały obraz jego myśli i przeżyć. Możemy wyczuć jego emocje i nie zmuszając umysłu do wielkiej pracy, aby wczuć się w wiersz.

Horyzont gubi się w omgleniu
deszczem bębniącym głucho szyb.
Czekałem, aby w chmurnym cieniu
ktoś nadbiegł. Lecz nie nadbiegł nikt. [fragment „Jesień”]

Spodobała mi się prostota wierszy, proste i jasne przekazanie, dla kogoś, kto miał mało zetknięć z tego typu lekturą, naprawdę jest pomocne. Nie powiem, przystępny język ma swoje plusy i minusy. Nie którzy mogą uznać, że nie warto czytać wierszy tego autora, gdyż język jakim pisane są wiersze, nie oddaje charakteru. Ale czy możemy to uznać? Każdy pisarz, ma swoje charakterystyczne pióro. Jeden pisze wiersze mocno skomplikowane, zmuszające do refleksji. Inny piszę leciutkie wiersze. Tak więc nie można zarzucić autorowi braku charakteru. Więc jeśli ktoś chce sięgnąć po wiersze, a boi się, iż nie zrozumie ich, polecam naprawdę sięgnąć po tę książkę.

Ludzie zniszczeni i ułomni
snują gawędy przeraźliwe.
Ich głos przez sen dociera do mnie,
ich oczy ciemne są i mściwe.

Splatają się w ich opowieściach
gorycz, wątpienie, męka, drwina.
Budzą uśpione już nieszczęścia,
bo każdy z nich przestrzega syna.

Ich rozum dla wyjaśnień tępy,
wrogi dla nowej wiary reklam.
Wątrobę im wyżarły sępy,
stopy ich przeszły przez dno piekła.

Więc śmieją się zmarszczkami twarzy,
ruchem niekształtnych rąk, oczyma,
jeśli się przy nich ktoś odważy
ich gnębicieli stronę trzymać. [„Świadkowie”]

Każda z wiar rozsypuję się w gruz,
skoro w nią pytanie uderzy. [fragment „Po latach”]

5/6

„Weronika postanawia umrzeć” reż. Emily Young

Nic nie zapowiadało tego, co stanie się w kinie. Jak gdyby nigdy nic, poszłam sobie z przyjaciółką do kina, na ekranizację książki, swego ulubionego autora. Niestety książki nie dostałam na czas przed filmem, więc zupełnie zielona ruszyłam do kina.

[…] Dopóty pacjentka, nie będzie wiedziała, że zastrzyki wyleczyły jej serce, każda chwila będzie dla niej cudem.

I powiem Wam jedno, można nie lubić książek Paulo Coelho, można nigdy nie czytać jego powieści, można ogólnie nie lubić aktorów grających w tym filmie, ale to co się tam przeżyje, naprawdę warto przeżyć.
Weronikę gra Sarah Michelle Gellar, którą sobie cenię. Wcieliła się ona w postać pełną lęku, myśli samobójczych, pełną nienawiści i nie posiadającej sensu życia. Miała wszystko urodę, dobrą pracę, mieszkanie. Ale brakowało jej tego najważniejszego, sensu życia. I właśnie pani Gellar tak wcieliła się w postać, że nie trzeba było czytać książki. Z samego jej zagrania byliśmy wstanie odczytać co siedzi w głowie Weroniki. Czuliśmy się jak ona.

„Sarah Michelle Gellar stworzyła z emocji postać Weroniki, jaką zawsze sobie wyobrażałem” Paulo Coelho

Nie powiem, myślę, że jednak gdyby była to Szwajcaria,a nie Nowy Jorku, klimat filmu byłby jeszcze lepszy. Ale to co sobie uświadomiłam na filmie, było bezcenne. I oczywiście jakby inaczej, musiałam się z przyjaciółką popłakać na koniec. ;)

Czy naprawdę musimy umierać, aby zacząć cieszyć się życiem ? Chwilę są zbyt cenne aby je tracić. Tak samo życie jest zbyt krótkie, aby siebie okłamywać .

6/6

„Jedenaście minut”, Paulo Coelho

Autor: Coelho Paulo
Tytuł: Jedenaście minut
Tytuł oryginalny: Onze minutos
Język oryginalny: portugalski
Tłumacz: Stępień Basia, Janczur Marek
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść

Moja ocena:
Być może ja naprawdę siedzę jak zaczarowana, czuje się jak dziecko, któremu ktoś pokazał tajemnicę, jak dotrzeć do własnej duszy. Być może odkryje tajemnicę miłości i być może odkryje tajemnicę własnej duszy? Wiem jedno, z pewnością będę wielbiać tę książkę, za to co mi uzmysłowiła.

Tylko ten, kto czuje się wolny, kocha bezgranicznie. A ten, kto kocha bezgranicznie, czuję się wolny.

Zastanawia was jedno, co może dać człowiekowi historia o jakiejś prostytutce, która wyjechała z rodzinnego miasteczka, stała się tym, kim się stała, spotkała miłość i żyli długo i szczęśliwe. Koniec. Podobny motyw znajdziemy w „Dzienniku Nimfomanki”, a mimo to, „Jedenaście minut” nas tak nie odrzuca, jak wcześniejsza książka, dlaczego?  Zadałam sobie to pytanie i odpowiedź jest dość prosta. Czytając tę książkę, czujemy się jak zaczarowani, którzy mogą odkryć własną duszę. Ci, którzy mają z tym problem, którzy nie potrafią zajrzeć w głąb własnej duszy, czują tak jakby zupełnie obcy facet, czytał im w myślach, jakby te wypowiedzi na temat miłości czy wolności były nasze. I zastanawiamy się, kurczę, skąd ten facet wiedział? I jak on potrafi zajrzeć w głąb człowieka. Właśnie w głąb człowieka! Stworzono książkę, która dotrze do każdego, każdy znajdzie tam kawałek siebie.

Kiedy nie miałam już nic do stracenia, dostałam wszystko. […] Kiedy o sobie zapomniałam, odnalazłam samą siebie.[…]

Ktoś powie, że szukanie samego siebie w książce jest niewłaściwie i świadczy tylko o niedojrzałości człowieka. Jak można szukać siebie w takiej historii! Przecież jestem porządnym mężem/żoną, nie zdradzam, a co przede wszystkim nie jestem prostytutką! No właśnie, czy odnalezienie siebie w takiej książce jest dobre?  Wiem, że mnie to dużo przyniosło, chociaż trochę zajrzałam do własnej głębi, zrozumiałam prawa jakim żądzi się los, zrozumiałam ważną istotę: nikt nie potrafi być samym, i mimo to jak bardzo siebie oszukujemy, człowiek nie potrafi żyć bez drugiej osoby.

Kiedy poznałam upokorzenie i całkowitą uległość, stałam się wolna. […]

Długo myślałam nad pewną sprawą, jak to się dzieje, że czytając obojętnie jaką książkę Paulo Coelho, zawsze zostaje mi mętlik w głowie, zawsze to co sobie poukładałam, tak aby życie jakoś się toczyło, aby wszystkie problemy nie spadły mi na głowę, tak aby strać się żyć zawsze z uśmiechem, to wszystko się wali? Dobrze wiem, że to co  sobie poukładałam często mija się z prawdą, ale czytając jego książkę, dostrzegam to, że każdy popełnia takie błędy i potem zastanawiam się, czy konieczne jest, oszukiwanie siebie, aby być szczęśliwym? Czy nie można się cieszyć z tego co się ma lecz także walczyć o swoje marzenia i pragnienia? Chyba jednak warto!

I to jest prawdziwe przesłanie wolności: mieć najważniejszą rzecz na świecie, ale jej nie posiadać.

Od wydawcy: [z okładki]

Maria, młoda dziewczyna z brazylijskiej prowincji, wyrusza w daleką podróż. Jednak świat jest inny, niż sobie wyobrażała. Gorzkie doświadczenia sprawiają, że zostaje prostytutką. Decyduje się na życie bez miłości i wpada w pułapkę, z której wybawić może właśnie miłość.
„Jedenaście minut” to współczesna baśń dla dorosłych, przypowieść o seksie, miłości i przeznaczeniu, które sprawia, że kręte ścieżki naszego losu mogą nieoczekiwanie poprowadzić nas ku szczęściu, choć dawno przestaliśmy w nie wierzyć. „Jedenaście minut” to zarazem głębokie studium o naszej seksualności, o jej sacrum i profanum, o tak ważnej sferze naszego życia, a zarazem tak zakłamanej. To powieść, która nie pozwala na obojętność i budzi nadzieję, że spotkanie z drugim człowiekiem może być najważniejszym doświadczeniem naszego życia. [Drzewo Babel, 2004]

6/6

„Kamienie na szaniec”, Aleksander Kamiński

Autor: Kamiński Aleksander (pseud. Górecki Juliusz)
Tytuł: Kamienie na szaniec
Język oryginalny: polski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: historyczna
Forma: esej (szkic literacki)/zbiór esejów (szkiców)

Moja ocena:

To tak naprawdę pierwsza lektura, którą bez bicia przyznaję się, że spodobała mi się i to bardzo! Książka krótka, na jeden czy dwa wieczory, ale mądrość jaką z niej wynosimy jest zbyt wielka, aby została w pamięci na krótki czas.
Czytamy o trzech przyjaciołach, Alku, Rudym i Zośce, którzy przed wojną mieli pasje, marzenia, zainteresowania, które z uporem i gorliwością rozwijali. Umieli współdziałać, potrafili odnaleźć się w grupie, nigdy nie odmawiali pomocy, lubi kino, wycieczki. Normalna młodzież. Więc o czym tu pisać ? Może o trzech mężczyznach, dla których przede wszystkim ważny był patriotyzm, którzy zginęli dla Polski.
Rzecz dzieję się od roku 1939 do 1943, kiedy wszyscy trzej bohaterowie giną w jednym roku. Fenomenem książki, wydaję mi się, jest fakt, z jakim uporem i odwagą, Ci młodzieńcy walczyli o Polskę. Z jakim uporem pokazywali Niemcom, że Polska jest nadal i pełna w gotowości, aby walczyć o swoje.  Aby walczyć o niepodległość.

Nie ma co gadać, powiodło się nam! Mieliśmy dobrą szkołę, potrafiliśmy stworzyć zespół koleżeński. Staliśmy się grupą przyjaciół. Noblesse oblige.  Nie wolno spatałaszyć szans, które dostaliśmy do rąk.

Wynieść z tej książki można nie jedno, z pewnością nie jeden temat nam poruszy, a jeszcze przybliży nas okres II wojny światowej, o której mimo wszystko tak mało wiemy.

Od wydawcy:
Nie każda książka staje się legendą. To przywilej tekstów wyjątkowych, które tak mocno wrastają w świadomość narodową, że zaczynają nią rządzić. Takie są właśnie „Kamienie na szaniec”, książka, która w sposób decydujący wpłynęła na historyczną i moralną wizję lat 1939-1945, stała się epitafium i testamentem. Sięgają po nią kolejne pokolenia Polaków kierowane nie nakazem lekturowym, lecz moralnym.
(ze wstępu) [Wydawnictwo „Książnica”, 1992]

5/6

Smaczki z bibiloteki.

Ostatnio męczę się z „Kamienie na Szaniec”, jako, że muszę przeczytać tą lekturę do poniedziałku, inne smaczki musiały pójść na bok. A tyle mam do czytania ! :( Niestety książka idzie mi mozolnie, bo jak często wspominam, nie cierpię gdy ktoś mnie zmusza do książki lub dalej termin na jej przeczytanie. Wtedy automatycznie mnie odrzuca od książki. A sama lektura nie musi być zła. Ja mam swoje tempo i nie lubię gdy ktoś mnie pogania … :/ A tak na marginesie, wypożyczyłam sobie 2 książki, moich dwóch ulubionych autorów. :)


Minaret, Aboulela Leila

Autor: Aboulela Leila
Tytuł: Minaret
Tytuł oryginalny: Minaret
Język oryginalny:
angielski
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek:
literatura współczesna zagraniczna
Forma:
powieść
Ocena: 5

Moja ocena:
Książkę połknęłam jednym tchem. Nie tylko wciągnęła mnie historia Najwy, ale także obyczaje muzułmańskie, z którymi miałam małą, wręcz niewielką styczność.
Książkę podzielono na 6 części, 3 dawne życie bohaterki, 3 dotychczasowe. Najbardziej upodobałam sobie te 3 części po 2000 roku w Londynie, gdy nasza bohaterka staję się wierząca, znajduję pracę i miłość.
Książka o tyle zachwyciła mnie historią, o ile bardziej spodobała mi się gęstość informacji o islamie,o ich wyznawcach, zwyczaje, odczytywanie Koranu, spotkania w meczecie. Ich religijność.
Co mnie najbardziej zaskoczyło? Fakt, że nie wszystkie młode kobiety nosiły togę czy tradycyjny strój. Wiedziałam, że tak jak katolicy, każda inna religia ma prawo nie przestrzegać zasad religii. Ale zdziwiło mnie to, że wśród muzułmanów jest tylu ludzi, którzy się nie modlą, nie przestrzegają postu. Dziwne jest takie twierdzenie, że akurat ta religia jest posłuszna swojemu Bogu, aż głupio mi, że tak myślałam, to dowodzi tylko tego, że miałam tak małą styczność z tą religią i że szybko powinnam to zadrobić. Nie powiem, że ta religia mnie nie zachwyciła. Bo byłoby to czyste kłamstwo. Jestem oczarowana tym oddaniem, miłością do rodziców, czystością ich sumień czy też poszanowaniem dla innych. I tu właśnie spotykam się z największym zdziwieniem, że ludzie tak mało znają tą religię, ich wyznanie, a tak bardzo o nich mówią. Potrafią tylko stwierdzać, że u muzułmanów są sami terroryści. Teraz z jeszcze większą gorliwością będę bronić tych ludzi, bo tylko niektórzy ulegają wpływom politycznym, bo co jak co, ale dużą miarę gra w tym polityka. I spoglądając z innej strony, chrześcijanom też to się zdarza, bo nie raz słyszymy o sektach. Więc z tym większym zdziwieniem patrzę na to jak ludzie patrzą na inne kultury.

Od wydawcy [z okładki]:
„Minaret” to przejmujący portret kobiety, która dostaje nową szansę w życiu, a także niepowtarzalne spojrzenie na życie muzułmanek w Anglii. Napisana z niezwykłą lekkością, przystępnie, a jednocześnie z wielką siłą jest pasjonującą i poruszającą lekturą.

„Historia miłości i wiary, napisana z powściągliwością, dzięki której jeszcze bardziej porusza”.
J.M Coetzee

W swoim muzułmańskim hidżabie, ze spuszczonym wzrokiem, Najwa jest niewidzialna dla większości, szczególnie dla bogaczy, których domy sprząta.
Dwadzieścia lat wcześniej. Najwa, studiująca na uniwersytecie w Chartotum, nie przypuszcza nawet, że pewnego dnia będzie zmuszona pracować jako służąca. Marzeniem młodej, wychowanej w wyższych sferach Sudanki było zamążpójście i założenie rodziny. Koniec beztroskich chwil Najwy przyszedł wraz z zamachem stanu, który zmusił ją i jej rodzinę na polityczne zesłanie do Londynu.
Nie spełniły się jej marzenia o miłości, ale przebudzenie w nowej religii, islamie, przyniosło jej inny rodzaj ukojenia. W tym momencie, w jej życiu pojawia się Tamer, pełen życia, samotny brat jej pracodawczyni. Obydwoje znajdują wspólną więź w religii, i powoli, niezauważalnie, zakochują się w sobie… [Remi, 2009]

Zmierzch, Meyer Stephenie

Autor: Meyer Stephenie
Tytuł: Zmierzch
Tytuł oryginalny: Twilight
Język oryginalny: angielski
Kategoria:
Literatura piękna
Gatunek: fantasy
Forma:
powieść
Cykle:
Saga Zmierzchu (tom: 1)
Ocena: 3

Moja ocena: Kiedy jedzie się w jakieś miejsce, najpierw robi się zdjęcia wszystkiemu i wszystkim, prawda? To co nam przypadnie do gustu czy uznamy za dobry materiał na film/zdjęcie, zawsze i to bez wyjątku, znajdzie się w pamiątce z podróży. Jednak za drugim razem, już zwracamy uwagę na inne rzeczy np. architekturę, zwracamy uwagę na małe detale których wcześniej nie zauważyliśmy. Czemu zaczynam recenzje od czegoś takiego? Już tłumaczę. Czytając jakąś powieść któryś raz z rzędu, nie dość, że za każdym razem wynosimy coś innego z książki, za każdym razem zwracamy większą uwagę na wypowiedzi, przy kolejnym razie dostrzegamy pełny zakres postaci i potrafimy docenić kunszt autora/autorki czy też potrafimy zupełnie inaczej wyobrazić sobie miejsce i daną historię. W recenzji „Zmierzchu” Stephenie Meyer właśnie zwrócę uwagę na detale.
A więc co zwróciło moją uwagę? Z pewnością sposób wyrażania się postaci. Nie powiem, w pewnych momentach denerwował mnie sposób wyrażania się Belli(głównej bohaterki). Czasem musiałam stwierdzić, że rozmowy nie są na jakimś szczególnie wysokim poziomie, ale czego tu się dziwić? Książka dla nastolatków nie może być pisana naukowym stylem czy stylem „ciężkim”.
Starałam się oceniać książkę bez uwielbienia do tej sagi, do głównego bohatera- Edwarda czy też do umiłowania kunsztu pani Meyer, bo mimo nie przychylnych opinii na jej temat, jako że kobieta nie ma za grosz stylu literackiego i w ogóle nie powinna się pchać do świata książek. Jednak coś w jej książkach musi być takiego, że miliony osób na świecie pokochało tą historię. W 100% można powiedzieć, że w dużej mierze, miłość jaka urosła do tej sagi, jest uwarunkowana w Edwardzie czy też samej historii, bo co jak co, ale takiej historii nie spotyka się na codzień. Pani Meyer także przebiła kontynuowane od dawna stereotypy, czy też wyobrażenia na temat wampirów, nie było trumien, lochów czy też wyobrażenia na temat, iż słońce spala wampiry. Powiedzmy sobie szczerze, kto nie widział w bajkach/filmach wykorzystanego motów wampirowskiego, czyli lochy, trumny i spalające słoneczko? Dokładnie, wszystkie filmy opierały się na tej wersji, a tu zaskoczenie. Znikają przyzwyczajenia i pojawia się coś nowego. Błyszcząca skóra, szybkość, siła, moc. Żeby nie było, że wampiry były jakoś specjalnie uzdolnione, nie. Wtedy z tego zrobiłaby się fantastyka mieszana z romansem, stary przerdzewiały motyw, nic nowego. Moc, której nigdy wcześniej nikt nie miał. No może miał, ale nie w takim wykorzystaniu. Dużą uwagę zwróciłam na przebieg akcji, na bohaterów. Nie jest to typowa historia dla nastolatka, że chłopak zakochał się w dziewczynie, a potem żyli długo i szczęśliwe. Aby być razem, muszą dużo przejść, a autorka wcale nie pomaga w szczęściu, wręcz przeciwnie, ustawiła historię tak, że nic nie jest do końca pewne. Wyobrażamy sobie coś, ale nagle to pryska.

Od wydawcy [okładka] : „Zmierzch” to porywająca opowieść o miłości, łącząca cechy horroru, romansu i powieści o dojrzewaniu. Jej bohaterka, siedemnastoletnia Isabella Swan, przeprowadza się do ponurego miasteczka w deszczowym stanie Washington, gdzie spotyka tajemniczego, niezwykle przystojnego Edwarda Cullena. Chłopak ma nadludzkie zdolności – nie można mu się oprzeć, ale i nie można go przejrzeć. Bella usiłuje poznać jego mroczne sekrety, nie zdaje sobie jednak sprawy, że naraża tym siebie i swoich najbliższych na niebezpieczeństwo. Już niedługo może nie być odwrotu… „Zmierzch” oraz jego kontynuacja „Księżyc w nowiu” (wkrótce ukaże się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego) osiągnęły w USA kilkutysięczne nakłady i zajmują czołowe miejsca na najbardziej liczących się listach bestsellerów. Prawa do wydania pierwszej książki o uczuciu łączącym dziewczynę z Arizony i nieśmiertelnego wampira zakupiły już 24 kraje z całego świata, a wydawca amerykański zapowiada kolejne tomy cyklu. Wszyscy ci, którzy poznali początek tej ekscytującej historii, nie mogą się ich doczekać. [Wydawnictwo Dolnośląskie, 2007]

Małe wystąpienie.

Moi drodzy czytelnicy, jako, że dawno, bo aż od lipca, nie było żadnego postu, należy Wam się małe wyjaśnienie. Zaczynając od wspaniałych wakacji, jakimi naprawdę można się pochwalić, mimo tego, że nie wyjeżdżałam za granicę. Kończąc na obecnej 3 klasie gimnazjum, którą jak na razie staram się dobrze zaliczyć. Mimo tego, że to dopiero początek września, ja mam już multum nauki. Wcale to fajne nie jest.
Przepraszam Wszystkich tych, którzy czekali na nowy post i oczywiście tych, którzy liczyli na mój komentarz pod ich recenzją, a ten się nie pojawił. Naprawdę bardzo przepraszam.
Już jutro, albo jeszcze dzisiaj pojawi się recenzja „Zmierzchu” Stephenie Meyer, czytam tą książkę już 4 raz, a nie miałam okazji wstawienia recenzji.

Tak więc, przepraszam i zapraszam :)