„Kokaina” Rosiek Barbara

wydawnictwo: Mawit Druk
język oryginału: polski
stron: 96
ocena ogólna: 5/6
ocena wciągnięcia: 5/6

Barbarę Rosiek znam już z „Pamiętnika Narkomanki”, jest to ciągle ta sama Rosiek sprzed rzucenia nałogu. Kokaina nadal rządzi jej życiem, narkotyk niszczy nie tylko ciało, lecz i duszę.

Powinno to być przestrogą dla wszystkich, szczególnie dla tych, którzy chcą próbować narkotyku. Niemiłe obrazy, opisy czy wyznania Baśki powinny wzbudzać w nas obrzydzenie dla tego nałogu, a także uprzedzać nas o jego konsekwencjach. A mimo to, mimo takich książek czy kampanii zawsze znajdą się osoby, którym wydaję się, że narkotyki to jedyne wyjście w ich życiu lub zwyczajnie pragną się „zabawić”.

„Normalne życie. Czy mogę je mieć? Przeraziłam się nagle własnego umierania w tak młodym wieku.”

Barbarba Rosiek to jedyna osoba jaką „znam”, która wyszła z nałogu. Dzięki temu, że nadal żyje, poznajemy jej życie zamienione w piekło z jej niewymuszonej woli oraz tragedie w postaci nałogów, spowodowaną trudnym dzieciństwem. I tu rodzi się moje pierwsze „ale”. Znam kilka osób, które nie mają łatwego życia, nie mają łatwego dzieciństwa, a mimo to nie zeszli na taką drogę. Co popycha ludzi do takich czynów? Do sprzedawania własnego ciała, do niszczenia go, zatruwania? Czy kiedykolwiek będziemy w stanie rozumieć, my niebiorący, życie narkomanów? Ich wybory, ich decyzje?

Chciałabym, by ktoś mnie czasem odwiedził, porozmawiał, przekonał, że pomimo absurdu codzienności najważniejszy jest fakt istnienia.

Książka ta jest skupiona i na przyczynach, i na skutkach narkomanii. Po kolei, szybko wprowadzając nas w swój świat, autorka opowiada, a właściwie snuje swoją historię, będąc na granicy życia i śmierci oraz na granicy poczytalności. Wspomnieniami dokonuję genezy swojego nałogu. Miejscami książka jest niezrozumiała i nierealistyczna. Czytelnika mogą mylić poszczególne stany emocjonalne Baśki, która stacza się ze skrajności w skrajność. Takie czytanie jest i będzie męczące, gdyż sens słów nie zawsze jest widoczny. Odpowiednie wczucie się, chociaż nie łatwe, przyniesie prawdę o bólu, cierpieniu i tragedii, jakie przeżywa Rosiek.

Kokaina tuliła mnie do snu, śmierć spokojnie czekała.

Poszczególne stany psychiczne będą bardziej lub mniej zwracać naszą uwagę. O stanie zdrowotnym dowiemy się więcej z „Byłam schizofreniczką”, jednak już tu można obserwować balansowanie na cienkiej granicy zdrowie psychicznego. Traumy z dzieciństwa (brak miłości w domu rodzinnym, alkoholizm ojca, bierność matki) trzymają bohaterkę w swoich sidłach, przez co popada ona w jeszcze większą nie o tyle paranoję, co odosobnienie. Odcięta od świata, od przyjaciół, z okrucieństwem w głowie planuje tylko własną śmierć. A Śmierć towarzyszy jej każdego dnia.

W życiu można przetrzymać tylko jedno piekło. Każde następne jest lustrzanym odbiciem pierwszego.

W porównaniu z „Pamiętnikiem narkomanki” nie ma tu szczęśliwego końca. Powieść kończy się w martwym punkcie, którego możemy się tylko domyślać. W „Kokainie” autorka umieściła wiele swoich odczuć, emocji czy lęków. Otworzyła się jeszcze bardziej niż w „Pamiętniku”, co możliwe wydawać się nie może. Planując własne wyzwolenie poprzez swoje książki, buduje siebie na nowo, nadaje nowe tożsamości jak budowle z kloców lego. Każda kolejna jej książka zawiera cząstkę prawdziwej Baśki w nowej, lepszej masce.

Przegrałam zanim zaczęłam grać w życie.*

Przeczytać trzeba koniecznie. Ze względu na takich ludzi, którym pomagać trzeba. Z powodu zagubienia i okrutnego losu, zawartego w tej książce. Aby ustrzec się przed takim zagrożeniem i wiedzieć, do czego ono prowadzi. Każdy się uzależnia. Żaden narkoman tego nie uniknie.

*Niestety nie wiem, z jakiej książki pochodzi ten cytat.

19 myśli nt. „„Kokaina” Rosiek Barbara

  1. Pingback: Wszyscy kochamy książki. « Wykredowana

  2. Nie wiem, jak Rosiek stoi z „Kokainą”, ale „Pamiętnik Narkomanki” zdecydowanie mnie do tej autorki zraził. To była chyba najsłabsza książka o nałogu, jaką miałam sposobność przeczytać. Być może dlatego, iż poprzedziły ją fenomenalne „My, dzieci z dworca zoo”? Może. Do kolejnych książek Barbary Rosiek podchodzę z wielką nieufnością.
    Pozdrawiam! :)

    • Zgodzę się z Tobą. Miałam ją jako lekturę szkolną i była to chyba najnudniejsza książka jaką przeczytałam, a moja mama przeczytała połowę i dalej nie dała radę, bo zasypiała. Dobra książka, jeśli chodzi o właściwości środków usypiających.

  3. Hiliko – „Pamiętnik Narkomanki” jest słabszy od „My, dzieci z dworca zoo”, to fakt. Jednak nie wiem, czy można tak oceniać czyjeś zmagania. W końcu to kawałek czyjegoś życia, czyjeś walki z nałogiem, z okrucieństwem. Dlatego ja nie biorę się do porównywania takich książek.

    • A ja znowu uważam, że „Pamiętnik narkomanki” jest o wiele lepszy od „My, dzieci z Dworca ZOO” – chociaż Vampire_Slayer ma rację: trudno oceniać zmagania z nałogiem. Literacko jednak uważam „Pamiętnik” za o wiele lepszy, chociaż obie książki czytałam dawno temu.

      Pozdrawiam :)

  4. Ktrya – nie każdy musi lubić to samo i nie każdemu musi to samo się podobać. Aż dziwne, że miałaś to jako lekturę.

    Skarletka – Cóż, w tym temacie, można by polemizować do woli. Mnie osobiście bardziej podobała się książka Christiane F. Jednak nie pałam się do porównywania ich życia, czy stopnia nałogu. Co to, to nie.

  5. Meme – gdyby były moje, pożyczyłabym Ci. Niestety są pożyczone od przyjaciółki. Książki Rosiek są dość drogie, niestety. Znaczy się to nie jest porażająca cena, ale za taką objętość 24zł to przesada. :)

  6. A czytałaś „Ćpuna”? To też ciekawa książka. Chociaż… ona ma bardzo optymistyczne zakończenie i zamiast raz na zawsze pokazać czytelnikom, że narkomania jest be, pokazuje, że jest to tylko niemiły epizod w życiu. A bardzo często tak nie jest.

    „Kokainę” oczywiście dopisuję do swojej listy.

  7. Nyx – nie czytałam, ale chętnie przeczytam. Krótki epizod? Wątpię. Jeśli próbuję się narkotyków dla zabawy to rzadko kiedy się przestaje. Zawsze będzie ten drugi, trzeci i kolejny enty raz. Tak samo, kiedy próbuję się, bo są problemy itd. Wtedy czuje się lekkim, cały świat odpływa. I znów raz, za razem. Nie wierzę w „krótkie epizody”. Już nie.

  8. To zbyt ważny temat, aby oceniać jakość książki, wg mnie. Tutaj styl, czy „przygody” bohaterki nie mają nic do rzeczy. Najważniejsza jest prawda i to, co inni z tej historii wyniosą.

    Czytałam „Pamiętnik Narkomanki” sto lat temu, nie pamiętam dokładnie treści, ale za to pamiętam odczucia przy lekturze: niedowierzanie, przerażenie, współczucie. I myśl, że nigdy nie spróbuję narkotyków.

  9. Pesy – zgadzam się z Tobą. Nie ważny styl, przygody taki czy inne, nie ważna bohaterka i jej wybryki. Ważne przesłanie. Ważny człowiek, który w tej książce jest zawarty. Jego ciernienie, trudy życia i zmagania. Ważne jest to, że mam niepowtarzalną okazję wczuć się w kogoś takiego, poznać jego myśli. To jest ważne.

    Oczywiście przestroga również, ale zrozumienie takiego człowieka i zwalczenie w sobie niechęci do pomocy jest o wiele istotniejsze.

  10. Aleksandra – tak, nie ma usprawiedliwienia na wprowadzenie się w takie bagno. Jednak ja czytam takie książki, by być bardziej wyczulona na takie sprawy i aby pomóc sobie zrozumieć, kim są tacy ludzie i jak mogą robić sobie taką krzywdę.

    Każde uśmiercanie siebie ma swoją przyczynę.

  11. Ja do tej pory czytałam „Pamiętnik Narkomanki” Pani Rosiek, a także „Heroinę” Tomasza Piątka. Obie książki mną wstrząsnęły. Jakiś czas po lekturze „Heroiny” postanowiłam dowiedzieć się czegoś więcej o uzależnieniu, ale pod kątem bardziej naukowym – taką możliwość dały mi dwa uczelniane kursy: Prawna i społeczna problematyka środków odurzających oraz Psychopatologia sądowa, które ukończyłam, z zaskakująco dobrymi wynikami.

    Myślę, że dopiero po takich krokach naprawdę zrozumiałam sens tych książek oraz mogłam chociaż pobieżnie wyobrazić sobie to piekło, jakim jest uzależnienie.
    Od tamtej pory nie chcę sięgać po więcej powieści poruszających problem narkotyków, a jeżeli pojawia się taki wątek w lekturze, którą akurat czytam staram się szybko przez niego przebrnąć. Nie wiem, czy to wynik dojrzałości, czy też bardziej nazbyt dogłębnego poznania tematu, ale nikomu takiej drogi nie polecam – jednak świadomość, iż zwykle istnieje tylko jedno wyjście z tego nałogu nie jest pocieszającym faktem.

    Reasumując, po „Kokainę” nie sięgnę, co nie oznacza, że nie polecam innym takich książek. Myślę jednak, że prawdziwą twarz narkotyków możecie zobaczyć w pełnej krasie przede wszystkim w „Skazanym na bluesa”.

    Pozdrawiam.

  12. Pamiętnik narkomanki czytałam wieki temu i faktycznie nie trafiał aż tak jak „My dzieci…” czy „Ćpuń” , ale do tej pory pamiętam więc ślad zostawił. Po „Kokainę” sięgnę na pewno.

  13. Mol książkowy – nigdy nie jest za późno.

    Claudette – nie wiedziałam, że miałaś taką możliwość. Na pewno była ona bardzo pouczająca i wcale nie dziwię się Twojej opinii. ;-)

    Tucha – życzę udanej lektury.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s