„Opowieści o Niewidzialnym” Schmitt Éric-Emmanuel

wydawnictwo: Znak
język oryginału: francuski
stron: 244
ocena ogólna: „Oskar i pani Róża” – 6/6
„Pan Ibrahim i kwiaty Koranu” – 5/6
„Dziecko Noego” – 5/6
ocena wciągnięcia: 5/6

Jak taki gapciu wypożyczyłam książkę, której 2/3 treści już przeczytałam. Szykowałam się na ponowną wielką ucztę z Schmittem, jednakże tylko „Dziecko Noego” był mi nieznaną powieścią. Bawić, bawiłam się wyśmienicie, chociaż zdecydowanie za krótko.

Nie będę znów zgłębiać się w dwie pierwsze powiastki, które już recenzowałam.

„Oskar i pani Róża”: Okazuję się jednak, że tylko dzieci potrafią tak mocno złapać nas za serca. Że tylko dzieci są takie bezbronne, przez co sami tak się czujemy i chcemy w to wierzyć. Okazuję się, że postać dziecka porusza nas do głębi, na wskroś oraz umacnia nas w przekonaniu, że sami wybieramy takie decyzje dla siebie. Cieszę się, że „Oskar i Pani Róża” to moja pierwsza powieść tego autora, gdyż sam autor wydaję mi się człowiekiem dorosłym, ale z dozą młodości w sercu. Tak doskonale pokazał młodość, dojrzewanie, strach, miłość, chorobę i w końcu śmierć oczami dziecka, że śmiem twierdzić iż sam „kumplował się” z Oskarem, nadając mu rzeczywistej, bezbronnej i szlachetnej cechy.

Chociaż ta książka nie ma nic wspólnego z „Małym Księciem” to jednak bez ogródek powiem, iż Oskar, tak jak Mały Książę, zawładnął my sercem nie tylko szczerością, ale samą prawdziwością siebie. O ile tak można to nazwać. Jako dziecko, które w dwanaście dni narodziło się, dorosło, ożeniło się, przeżyło rozterki, zestarzało się i na końcu umarło, Oskar wiele zrozumiał i wiele się nauczył. Te ostatnie dwanaście dni życia, wydłużone do 130 lat, pozwoliły malcowi nie tylko „przeżyć” życie, ale także zrozumieć je trochę głębiej. Do tego wszyscy dążymy – do zrozumienia życia. Jednak czy koniecznie trzeba je rozumieć? Można przecież przeżyć je dziękując za nie w sposób dobrego, uczynnego żywota. [Czytaj więcej]

„Pan Ibrahim i kwiaty Koranu”: Kiedy jest się małym dzieckiem, a tym bardziej małym chłopcem, zupełnie inaczej postrzega się otaczający świat. Świat pełen nienawiści, złości, obiekcji, uprzedzeń, zarówno świat pełen przyjemnych i ciekawych doznań. Nigdy nie wiadomo, kogo na swojej drodze się spotka.

Są książki, które wybieramy sobie do komunikacji miejskiej, na godzinkę w letni wieczór. Jednak „Pan Ibrahim i kwiaty Koranu” to nie jest powieść, którą przeczyta się w godzinkę i w następnej o niej zapomni. Mała objętość, a duża zawartość. Chociaż niewidoczna dla wszystkich. Wystarczy się tylko dobrze wsłuchać. Zapomnieć o bożym świecie. Poczuć szelest stron, zapach kartek, gwar rozmów.[Czytaj więcej]

Pierwsze dwie powiastki były wyśmienitą ucztą. Oskar to była pierwsza moja powieść tego autora i naturalnie trochę porównuje następne do niej. Wszystkie wypadają bardzo dobrze, szczególnie, że pisał je Schmitt. To mówi wszystko.

„Dziecko Noego” to opowieść o opowieść o żydowskim chłopcu, Josephie, który w wyniku wojny zostaje rozłączony z rodzicami. Trafia do „Żółtej Willi”, gdzie ojciec Pons przyjmuję uczniów do nauki oraz żydowskie dzieci potrzebujące schronienia. Jospeh prowadzi podwójne życie przyjmując nową tożsamość, historię swojego życia. Ciągle żyjąc w strachu odkrywa, że życie może przynieść odrobinę radości. Radości w postaci wspaniałego ojca Ponsa, który będzie uczył go hebrajskiego, Kory a przede wszystkim stanie się dla niego jak ojciec.

Tak pokrótce rysuję się historia Josepha. Schmitt ponownie daje głos młodemu chłopcu, który nie z własnej winy jest skazany na rasistowskie uprzedzenia. Młodzieniec odkryje, że tak naprawdę Żydzi i Chrześcijanie to jedno i to samo. Spojrzenie ukazywane przez ojca Ponsa naprawdę przypadło mi do gustu. Ksiądz, który uczył judaizmu Jospeha, który uczył go świeżego i mądrego spojrzenia na religię, zachwycił moją osobę. Taki właśnie powinien być ksiądz, uczący pokory i szacunku, a nie zmuszania do miłości dla każdego. Nie każdy przecież musi miłować druga osobę, a szacunek to trwałe zobowiązanie. Można szanować tych, których się nie lubi, ale kochać? Jak kochać kogoś, kto zrobił tyle zła w naszym życiu? Podoba mi się również jego spojrzenie na boga, który stworzył nas, ale pozostawił wolną wolę. Nie wpływa na to, co dzieję się na świecie.

Wolałbym umrzeć razem z ojcem, dlatego że ojca lubię. Wolałbym umrzeć z ojcem, bo nie chcę ojca opłakiwać ani tym bardziej, żeby ojciec mnie opłakiwał. Wolałbym umrzeć razem z ojcem, bo wtedy byłby ojciec ostatnią osobą, jaką widzę. Wolałbym umrzeć razem z ojcem, bo w niebie bez ojca nie będzie mi się podobać, a nawet będę się bał.

Schmitt ponownie skłania nas do refleksji nad istotą życia, nad tym, co powinno być ważne w naszym życiu, a co warto robić, ale bez większego przekonania. Bez względu na to, jaką mamy religię i kim się urodziliśmy w sercu zawsze mamy wolną wolę. W duszy zawsze pozostaniemy wolni z własnymi przekonaniami. Polecam gorąco.

Joseph, chciałbyś wiedzieć, która z tych dwóch religii jest prawdziwa. Żadna! Religa nie jest ani prawdziwa, ani fałszywa, proponuję tylko pewien sposób życia.

13 myśli nt. „„Opowieści o Niewidzialnym” Schmitt Éric-Emmanuel

  1. „Opowieści o Niewidzialnym” stoją i czekają spokojnie na mej półce, a ja całkiem niespokojna nie mogę doczekać się kiedy wreszcie będę mogła po tę książkę sięgnąć.

    Zapał mój nieco ostudził jednak wywiad z autorem, który miałam okazję przeczytać. I Pan Schmitt wykazał się nieprawdopodobną wręcz arogancją krytykując książki Paula Coelho. Owszem, Coelho to nie jakiś cudotwórca i jego powieściom dużo można zarzucić, ale mimo wszystko jest lubiony i ceniony przez dużą grupę Czytelników i pisarzowi pokroju Pana Schmitta po prostu nie wypadało.

    Oczywiście moje zdanie o autorze nie może się przełożyć na jego książki, które mam zamiar przeczytać, jednak niesmak pozostaje ;)

    Pozdrawiam :)

  2. Claudette – widzisz, a ja nawet o tym nie wiedziałam. Obaj panowie bawią się w filozofię. Obaj panowie starają się nami mącić poprzeć mądre słowa, czyny swoich bohaterów czy też swoje historie. Uważam, że to bardzo nie na miejscu takie krytykowanie. W końcu pisarze powinni się wspierać, a nie krytykować, aby zbudzać rozgłos. Na dzień dzisiejszy nie mam pojęcia, którego książki wolę bardziej, jednak wiem, że obie do mnie przemawiają.

    Ja również nie oceniam książki po autorze. Chociaż czasami sam autor odpycha od swojej książki. Mnie na przykład odpycha wszystko, co związane ze Stephenie Meyer. Nie wiem, czemu tak jest. Kiedy tylko usłyszałam o jej nowej książce, aż ciarki mnie przeszły. „Znów się zacznie, znów ta nagonka na wampiry”. I chociaż „Zmierzchu” nie lubię, to doceniłam go jako powieść, bo jednak czytać czytało się przyjemnie.

    Ogólnie zeszłam z tematu, mam nadzieję, że to nie przeszkadza.

    Pozdrawiam :)

  3. Ja znajomość Schmitta zawdzięczam mojej wspaniałej wychowawczyni z czasów gimnazjum. To właśnie ona, w naszej klasie o profilu humanistyczno-kulturoznawczym, wymyślała nam takie piękne lektury do czytania. Dzięki niej poznałam „Moje ewangelie”, „Dziecko Noego” i „Oskar i Pani Róża” ;)

  4. Nyx – moja wychowawczyni raczej nic nie wniosła… Chociaż nie! Wniosła. Stare bajki Disney’a. Mieliśmy początki kina i oglądaliśmy różne filmy, to było fajne. W końcu klasą artystyczno-multimedialną byliśmy.
    Jednym nauczycielem, którego tak wspominam i za którym tak tęsknie jest pani od polskiego. W życiu nie podejrzewałabym, że takie coś powiem. Była cudowną nauczycielką, która poszerzała nasze horyzonty wszędzie, gdzie tylko się dało. Jej lekcje był ciekawe, pouczające i wszyscy brali w nich udział. Dzięki niej właśnie obejrzałam całego „Amadeusza”, bo nie wiem, czy z własnej woli obejrzałabym cały film. Oczywiście podobał mi się, ale ja mam słomiany zapał. :D

    Futbolowa – nic dodać, nic ująć. W końcu to Schmitt jest. :))

  5. Pingback: Wszyscy kochamy książki. « Wykredowana

  6. Polonistki coś w sobie mają ;) Może dlatego, że takie najczęściej posiadają artystyczne dusze? I one najbardziej się ukulturalniają? Nie łudźmy się – wiele osób, bardzo mądrych, nie ma czasu ani ochoty, by się rozwijać kulturalnie. Chociaż, z tym czasem to trochę przesada – nie wierzę, że nie ma w miesiącu chociażby odrobinki czasu na kilka rozdziałów w książce ;)

  7. Nyx – nie wszystkie takie są, ale większość ma coś w sobie. W podstawówce to myślałam, że na lekcji polskiego sobie coś zrobię. Nie umiałam nic, żadnej gramatyki, zasad interpunkcji itd. Pisałam co raz lepiej tylko dlatego, że czytałam książki i chodziłam na terapię pedagogiczna (dysortografia stwierdzona). Poszłam do gimnazjum i w końcu czegoś się nauczyłam. Nie powiem, w ogóle się nie uczyłam, więc wiele zasad nie znam, ale robię to na wyczucie, tak jak nauczyła mnie moja ukochana pani od polskiego. Umiem docenić dobre kino i kreatywnie myśleć. A przede wszystkim, zachęcała nas do naszego własnego rozwoju kulturalnego. Wyszło mi to naprawdę bardzo dobrze. :)

  8. A ja, jak już u siebie pisałam ostatnio, mam Schmitta dosyć. O ile na początku mojej przygody z jego utworami, jego pisanie mi się podobało, intrygowało, tak teraz mam przesyt, do tego za bardzo widzę już powtarzanie pewnych motywów, pewnych klisz i „oczywistych oczywistości”. Do tego ten wywiad, o którym wspomniała Claudette przelał czarę – baaardzo dziwny to człowiek jak dla mnie.
    Co pewnie i tak nie przeszkodzi mi jeszcze paru jego książek przeczytać :)

  9. Maniaczytania – może czas odstawić Schmitta na jakiś czas? Zbyt duże czytanie jednego autora może prowadzić do uczulenia na jego powieści i styl. Zalecam odstawienie, a powrót zaplanować na czas dłuższy niż miesiąc. :)
    (Przepraszam, jestem po Housie i gadam głupoty.)

  10. Obawiam się, że w tym przypadku nawet przerwy nie pomogą :)
    No cóż, to jest piękne, że nie wszystkim nam to samo się podoba. Ważne, żeby w przeciwieństwie do niektórych, nie oceniać innych :)

  11. Maniaczytania – najpiękniejsze jest to, że każdy, choć wydaję się na pozór prosty, jest tak skomplikowany jak tylko nie możemy sobie wyobrazić. Załóżmy sam gust. Jeden lubi brzmienie rocka, ale wpadnie mu do ucha piosenka Britney Spears. Niepowtarzalne. Nie tylko gusty, ale także zdania, czyny, problemy, wybory, miłostki i te większe zauroczenia.
    Jak cudowne jest to, że podobni a odmienni, i nie mam na to wpływu. Na całe szczęście. :)

  12. Hello there, just became aware of your blog
    through Google, and found that it is truly informative.
    I’m going to watch out for brussels. I’ll be grateful if you continue this in future.
    Many people will be benefited from your writing. Cheers!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s