„Klątwa tytana” Riordan Rick

wydawnictwo: Galeria Książki
język oryginału: angielski
stron: 312
ocena ogólna: 5/6
ocena wciągnięcia: 5,5/6

Być może zrobiłam błąd czytając te tomy jeden po drugim. Z jednej strony zaczęły mnie denerwować młodzieżowe komentarze Percy’ego, zaś z drugiej – nie mogę doczekać się kolejnego tomu!

Zupełnie nie wiem, co mnie napadło, jednak czuję się, jakby rzucili na rynek nowego Pottera, którego mogę pokochać. Nie będzie to miłość równie mocna ani od pierwszego wrażenia, jednak będzie to miłość do mitologii greckiej w współczesnym życiu.

Jeśli już zaczynam od mitologii to muszę wspomnieć o jej nadmiarze w książce. Chociaż pierwsze dwa tomy miały idealnie wyważoną gamę wydarzeń powiązanych z bóstwami, tak tu autor zaczyna niebezpiecznie się przechylać w stronę wyjaśnień każdego zjawiska, wydarzenia jakimiś scysjami, nieścisłościami, wojnami itd. między greckimi bogami. Można by zostawić w spokoju legendę o świętym Mikołaju, zupełnie nie potrzebie pisarz zrzuca winą lub przydziela chwałę konkretnemu bóstwu. Wychodzi na to, że wszystko co mamy to tylko i wyłącznie ich zasługa. Każde święto, każda zabawa i inne pomysły są związane z Nimi. Riordan stworzył totalitarny świat, o którym śmiertelnicy nie mają pojęcia. Sama mitologia jest tu miło i przystępnie wprowadzona, chociaż zrobiono z Percy’ego zupełnego nieuka, który nie ma pojęcia o żadnym micie czy potworze. Mity ładnie wiążą się z wątkami w powieści nadając im przyśpieszonego i magicznego rytmu.

Nawet najdzielniejszym zdarza się upadek.

Akcja jest tu wartka i zaczyna się od samego początku powieści zmuszając nas do wciągnięcia się w bieg wydarzeń. Tym razem uprowadzona zostaje Annabeth. Będzie miało to związek z planem Kronosa, z którym być może trzeba będzie zmierzyć się osobiście. I znów, jak w przypadku Pottera, Kronos zaczyna się odradzać, pełen zemsty i chęci panowania nad światem. Jego armia jest co raz silniejsza. Mimo tych porównań z HP cykl zyskuje oryginalnością bohaterów pobocznych. W powieści pojawiają się nowe postacie, które burzą „porządek” w odczytywaniu przepowiedni. Już wkrótce okażę się, kogo dotyczy przepowiednia… Lecz nie zdziwcie się, że czeka na was jeszcze masa tajemnic do odkrycia.

Nie mogę przyczepić się do wielu rzeczy, jednak pewne sprawy są warte uwagi. Same tajemnice powoli zaczynają się mieszać. Trzeba dobrze się skupić, aby przepowiednie nie mieszały się z mitami lub poszczególnymi osobami. Ich natłok jest czasem zatrważający w porównaniu z tym, ile zostało odkryte. I tu plus dla autora: wielowątkowa fabuła. Riordan stara się plątać naszymi informacjami tak, abyśmy pod koniec odkryli, że nie wiemy tak naprawdę nic. Pozostawiając schemat zakończeń rozdziałów z dozą sekretu od razu czujemy się zachęceni do odkrywania tajemnic. Tych tajemnic jest tyle, że wyobraźnia wariuje od konspiracji, wykrywania wrogów, potworów czy planów tytanów.

Inną sprawą jest narracja. Występuje tutaj narracja jednoosobowa, która w pewnym momencie może irytować. Chętnie poznałabym spojrzenie z innej strony, chociażby tytanów, których aspiracje do panowania nad światem bardzo mnie intrygują. Spojrzenie Annabeth byłoby bardziej pomocne, gdyż ma ona większe pojęcie o mitach, potworach i przepowiedniach. Ciekawi spojrzenie bogów, satyra Grover czy nawet samego Chejrona. Tego brakuje mi tutaj najbardziej: narracji wieloosobowej.

Najniebezpieczniejszymi wadami są te, które w umiarze są dobrem.

Cykl polecam nadal, gdyż może zaskoczyć, rozczarować, wywołać smutek i uśmiech. Być może kolejne tomy okażą się strzałem w dziesiątkę. „Klątwa tytana” to powieść bardzo dobra, szybka w czytaniu, przyjemna oraz taka, do której będzie wracało się z chęcią.

16 myśli nt. „„Klątwa tytana” Riordan Rick

  1. No to oceniłyśmy cykl chyba tak samo? Ja w każdym razie wciąż pozytywnie, a minęło trochę czasu. Z reguły u mnie jest tak, że bezpośrednio po przeczytaniu książki jestem bardzo zadowolona, z czasem efekt maleje. A w przypadku Riordana to się nie sprawdza:)

  2. O matko, dopiero zobaczyłam! Ty dodałaś oddzielny banner specjalnie do mnie???
    Szczęka mi opadła i dziękuję, czuję się naprawdę wyróżniona. Nie wiem tylko, czy wytrzymam presję – teraz muszę się sprężyć, żeby jakiś poziom u mnie był! No, wyzwanie to jest.

  3. Kalio – chyba identycznie, jeśli chodzi o ocenę. To właśnie u Ciebie podpatrzyłam tę książkę. Rozmawiałyśmy wtedy nawet o ekranizacji, która wtedy wchodziła do kin. :)

    To tylko taki mały banner, nic wielkiego. Większość osób nie ma własnych bannerów, dlatego uniemożliwia mi to również polecenie ich, a szkoda. Warto promować dobrych recenzentów. W końcu to oni mają moc hipnotyzowania lub odsuwania nas od książek. A co do poziomu – trzymaj taki, jaki chcesz. :) Przecież robisz to dla przyjemności, nie dla mas. :)

  4. Vampire – niby masz rację, ale wiesz, świadomość, że odwiedza Cię i czyta dużo osób jest niezwykła. Na przykład takie zjawisko – kilka sekund po ukazaniu się jakiejś mojej recenzji na blogu w ankietce pod postem pojawia się obowiązkowo jeden głos na „nie przeczytam”. Czasami dwa, ale to rzadko. I teraz nie wiem – czy ktoś specjalnie czeka, aż ja coś opublikuję? To wywołuje u mnie konsternację z jednej strony, a z drugiej czuję się mile podbudowana, że ktoś w ogóle czeka. Chyba żebym sobie to błędnie tłumaczyła, ale taki natychmiastowy odzew robi swoje:)
    A teraz baner u Ciebie – to jest coś!

    Mówię „dobranoc” i idę poczytać do łóżka:)

  5. Kalio – czasami łapię się w myślach nad tym, że rozmyślam zaprzestanie pisania recenzji z powodu brak umiejętności pisania. Czasem jak spojrzę na co niektóre blogi łapię się za głowę „Co ja tu jeszcze robię? Przecież nie umiem dobrze pisać”. Później jednak przychodzi chwila refleksji, że zakładałam tego bloga, bo kocham czytać i lubię pisać. Czy umiem, czy nie. Zakładałam tego bloga dla siebie, a pisanie recenzji tutaj daje mi satysfakcję i sprawia przyjemność. Dużo też zyskałam przez te recenzję. Poznałam cudownych ludzi, którzy wypowiadają się na każdy temat mądrze i nie boją się umieścić w nim własnego zdania, nawiązałam kontakty z wydawnictwami, które mnie doceniły w postaci współpracy. Przecież nie wybierają byle kogo, coś musiało ich w moim stylu zainteresować. Ludzie zaczęli przychodzić do mnie ze swoimi pracami, abym sprawdziła im czy jest poprawna, pytają o książki czy filmy, niekiedy czuję się jak wszechwiedzące bóstwo :D. A przede wszystkim, mój tata zaczął chwalić się moim osiągnięciami. Są nietypowe, więc każdy kto słyszy opowieść taty jest pod jakimś wrażeniem. W końcu czuję, że coś umiem, że może będzie ze mnie dumny.

    Nie wyobrażam sobie życia teraz bez tego bloga. I chociaż wiem, że nie pisze idealnie, że mało osób to czyta, to jednak mam stałych czytelników, na których mogę liczyć i którzy zawsze szepną miłe słowo. Dla takich chwil warto prowadzić tą stronę. :)

  6. Dziewczyny, przeczytałam Wasze wypowiedzi w komentarzach i mogę powiedzieć tylko jedno: strasznie z Was fajne osoby, badzo lubię Was czytać :)

    A ten cykl swoją drogą muszę upolować, ciekawe gdzie i kiedy?

  7. Kalio, a ja myślałam, że po tylu pochwałach zaczniesz w końcu zadzierać nosa. I co? Dalej jesteś arcyskromna. ;)

    Ja swojego bloga nie pokazuję rodzinie ani znajomym. Przez pomyłkę podałam go mojej exszefowej i teraz mam większą tremę przy pisaniu niż wcześniej. Ot taka wstydnisia ze mnie od małego.
    Jedynie co pokazałam rodzinie i znajomym to mój tekst z forum „Filmu”, który doczekał się miejsca w wersji drukowanej.

  8. Nigdy nie powstrzymuj się od pisania! Nikt z nas nie tworzy idealnie, ale najważniejsze, że teksty wyrażają nas i nasze poglądy. Lubię społeczność blogowo-literacką, bo przywraca mi wiarę w to, że naród wciąż sięga po książki. Swoje opinie zawsze porównuję z innymi i szukam inspiracji u tych, których czytam. Dlatego pisz i nie przestawaj :)

  9. Vampire – Twoje słowa przypomniały mi, dlaczego w ogóle pojawiłam się ze swoimi książkowymi refleksjami w świecie blogowym. To miła być mój prywatny notatnik, w którym zapisywałam sobie tytuły i krótko treść przeczytanej książki, żeby nie zapomnieć. Bo wcześniej zdarzały mi się sytuacje, gdy przychodziłam z biblioteki do domu z książka, zaczynałam ją czytać i okazywało się, że ja to już znam, kiedyś czytałam, tylko zapomniałam tytułu. Po zapisywaniu sobie treści książki już mi się takie sytuacje nie zdarzały.
    Oczywiście blog się zmienił, rozwinął się, moje pisanie też musiało ulec zmianie, ale przecież to wciąż mój prywatny notes do zapisywania tytułów i treści książek „ku pamięci własnej”. Przypomniałaś mi o tym, dziękuję:)

    Agna – nie będę zaprzeczała i i udawała, że blog nie podniósł mojego poczucia pewności siebie. Trochę tak, pochwały zrobiły swoje – teraz nie boję się dyskusji i nie uciekam już w popłochu zamykając bloga i zakładając gdzie indziej nowego. Tak kiedyś robiłam. Teraz mogę podjąć dyskusję, chociaż wciąż nie z każdym, bo nie lubię, gdy ktoś nie odpowiada na argumenty, tylko z uporem maniaka zaczyna nowe wątki. Ale to normalne chyba w każdej kłótni?
    Ale żebym ja miała zadzierać nosa? Jeśli ktoś uzna niechęć do wchodzenia na wszystkie proponowane w „komciach” „jak tu miło u ciebie, wejdź do mnie, wbijaj na stronkę” za zadzieranie nosa, to tak, zadzieram.:)))

  10. Agnieszko – dziękuję Ci bardzo za miłe słowa. Jeśli jesteśmy już przy komplementach to muszę rzec, że Twoje argumenty zmuszają mnie często do refleksji nad własnymi poglądami. Cieszy mnie to ogromnie, bo całe życie człowiek się uczy, a gdyby przystawała ciągle przy tych samych „racjach”.. Nawet nie chcę myśleć o tym, jak byłabym uprzedzona. Dziękuję.

    Agna – z mojego najbliższego otoczenia znają adres tylko trzy osoby: koleżanka (która już tu nie zagląda), przyjaciółka (która zna, ale nie odwiedza) i pani z biblioteki, która zafascynowana naszą rozmową chciała się przekonać, jak wygląda moja strona. Rodzice znają, bo co jakiś czas pokazuję im kawałki moich recenzji na stronach. Nikt inny nie zna, bo boję się właśnie krytyki i tego, co inni myślą.

    A Ty nie masz czego się wstydzić, bo bardzo dobrze piszesz! :)

    Futbolowa – dziękuję bardzo, podniosło mnie to na duchu.

    Kalio ależ nie ma za co. Dzięki tej rozmowie również odkryłam pewną rzecz, jak i przypomniałam sobie, po co tu właściwie jestem. Jestem tu dla siebie. Dla innych w jakimś stopniu też, ale przede wszystkim dla siebie. :)

    Na marginesie: Zgadzam się zdecydowanie co do onetowskich blogów. Sama przez nie przeszłam i chociaż spotkałam miłych, życzliwych ludzi to i tak większość to dzieci neo, które nie mają nic innego do roboty niż tylko pisanie spamu. :(

  11. Uwielbiam tajemnice, ale niekiedy, gdy jest ich za dużo, książka na tym traci.
    Uwielbiam, gdy się w miarę logicznie wyjaśniają. Rzadko kiedy autor potrafi wyjaśnienie związane z magią stworzyć tak, aby nie wywołać mojego rozczarowania.

    Muszę przeczytać tę sagę. Koniecznie. :-)

    PS. O, na stoliku Sapkowski. Kocham! :-)

  12. Pesy – tutaj nie traci. Naturalnie, każdy inaczej wyobraża sobie zakończenie i w jakimś stopniu może czuć się rozczarowanym. Jednak tajemnice są tutaj tak fajnie prowadzone, że nie ma zbyt dużo czasu na zastanawianie się zbyt długo nad jedną sprawą. Tyle tu zagadek, że koniec może być nieprzewidywalny. Zapewne taki będzie. :)

    Ja również go uwielbiam. :)

  13. Pingback: Wszyscy kochamy książki. « Wykredowana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s