„Małe zbrodnie małżeńskie”, Schmitt Éric-Emmanuel

wydawnictwo: Znak
język oryginału: francuski
stron: 100
ocena ogólna: 5/6
ocena wciągnięcia: 5/6

Są takie powieści i tacy autorzy, że sięgamy po ich książki bez podglądania okładki. Czytamy je, bo czujemy się lepiej, czujemy się dobrze i w pełni dociera do nas to, co przekazuję autor. „Małe zbrodnie małżeńskie” to utwór idealny na ten letni skwar jaki mam za oknem. Jednak nie szykujcie się na leciutką i milutką powiastkę, gdzie nie trzeba się wysilać. O nie! To cudownie zmuszająca do myślenia opowieść, nie wymagająca zbyt dużo, a zarazem zbyt mało.

Pan Schmitt zauroczył mnie „Oskarem i Panią Różą” i grzechem byłoby porównywać te dwie powiastki do siebie, gdyż są tak różne, a tak bliskie. Tak poruszające i tak wzruszające. Zachowując swój styl autor umieścił zupełnie nową, równie ciekawą, historię w Małych zbrodniach małżeńskich. Można by przypuszczać, że nawet nie porównując, powieść ta może wypaść słabiej od innych tego autora, Schmitt burzy nasze domniemania przedstawiając zarówno dialog między kochankami, a równie dobrze monolog do nas samych, abyśmy odkryli kawałek siebie na nowo.

„Mieć” zaufanie. Nigdy się nie „ma” zaufania. Zaufanie to nie jest coś, co się posiada. To coś, czym się obdarza. „Darzy się” zaufaniem.

Co to znaczy „mieć” zaufanie? Co to znaczy „kochać”? Co oznacza miłość, a co pożądanie? Schmitt pokazuje, że miłość ma różne oblicza, ale zawsze schodzi do jednego punktu – pożądania. Aby doznać miłości, trzeba zaufać. Cóż daje miłość bez zaufania? Nadal kochamy, nadal ta osoba tkwi w nas, jest naszym odbiciem i nie można żyć oddzielnie. I do czego potrzebne zaufanie? Zaufać to też pokochać. Nie można kochać nie ufając drugiej osobie, że ona też nas kocha. Nie można kochać nie ufając drugiej osobie, że bezpiecznie, razem wyrusza się w nieznane. Zaufać to znaczy kochać. Kochać to znaczy zaufać. Autor pokazuję, że miłość nie ma szansy bez zaufania, pożądania i pogodzenia się z niepewnościami. Miłość przypomina nieznany rejs. Czasami brzmi banalnie jeśli racjonalnie na to spojrzeć. Rzucić się w wir miłości, płynąć w nieznane? Metafora ta ma różne znaczenie, dla każdego z nas inne. Zapewne „płynąć” i „rzucić się”, nawet w metaforyczny sposób, mają nas zmusić do działania. Co dzień dostajemy szansę na nowe, lepsze życie. Co dzień albo ją tracimy, albo z niej korzystamy. I bez względu na wszystko warto zawalczyć o lepszy dzień dla siebie.

Pod pazuchą dialogów małżeńskich ukryty jest większy sens, który odkrywa się z nieukrywaną radością. Chociaż na początku skupiamy się na tym, dlaczego Gilles miał wypadek i co tak naprawdę się stało. Dopiero później odkrywamy, że sens metaforyczny jest zdecydowanie ważniejszy i głębszy, niż nam się wydaję. Punkt filozoficzny w tym dramacie skupia się nie tylko na miłości, ale także małżeństwie. Czy taka instytucja opłaca się? Małżeństwo, gdzie intrygi, kłamstwa, knucia mają światło dzienne. Miłość, ta nasza leniwa miłość, którą opuszczamy z braku czasu, lenistwa. Zaniedbana, brudna, odepchnięta. Codzienna rutyna zabiją nie tylko nas, ale również te dwa punkty. Wychodząc z założenia, że to się nie opłaca, sami robimy sobie pod górkę. Zaniedbując istotne sprawy skazujemy się na życie, ale nie usłane różami. Życie, którego ani trochę nie przeżywamy. Wskaże nie samą miłością żyję, ale rutyna zabija wszystko po drodze, nie patrząc, czym akurat się trawi.

Kobiety stawiają czoło problemom, ale najczęściej myślą, że to one same stanowią problem, że spadek napięcia w związku wiąże się ze spadkiem ich atrakcyjności, czują się odpowiedzialne, winne, sprowadzają wszystko do siebie.

Inną sprawą są kobiety, które obwiniają się za wszystko. Czasami same nie zdają sobie sprawy z tego, że niszczą siebie i innych na około. Zaczynają wierzyć w swój brak atrakcyjności, opuszczają się w dbaniu o wygląd i tyją. Wyobrażając sobie, że będąc brzydką, idąc ulicą z partnerem, udowadniają sobie, że mimo wszystko on nadal z nią jest. Prawda jest taka, że z psychologicznego punktu kobieta takim zachowaniem doprowadza do rozpadu związku. To tyczy się również mężczyzn. Będąc z kimś przyzwyczajamy się do tego, że ten ktoś jest zdobyty. Przestajemy się starać, większość rzeczy zaczyna nam zwisać, nie akceptujemy drobnostek i słabostek partnera/ki.

Mężczyźni to tchórze, nie chcą widzieć problemów, chcą wierzyć, że wszystko jest dobrze.

Scmitt pokazuje po raz kolejny, że potrafi pisać, potrafi zauroczyć, zahipnotyzować i zachęcić do swojej książki. Dramat „Małe zbrodnie małżeńskie” jest przykładem jego czystości i świeżości umysłu na codzienne sprawy, na które tak często nie zwracamy uwagi. Polecam każdemu, kto ma ochotę spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. Wskaże perspektywa ma znaczenie.

8 myśli nt. „„Małe zbrodnie małżeńskie”, Schmitt Éric-Emmanuel

  1. Bardzo ładnie ujęłaś to wszystko, co przyszło mi na myśl po przeczytaniu „Małych zbrodni małżeńskich”. Mnie też Schmitt zaskakuje za każdym razem, kiedy czytam coś jego autorstwa. W tym akurat dramacie, oprócz tego, o czym napisałaś, podziwiam go za ukrycie tylu wartościowych treści we wciągającej fabule. Dzięki dodaniu zagadkowego wypadku, czytelnik nie czuje się jak na wykładzie psychologicznym, a „drugie dno” dramatu wchłania niejako przez osmozę.

  2. Napisałaś bardzo fajną recenzję i tym samym skutecznie zachęciłaś mnie do przeczytania książki tego autora. „Oskara i Panią Różę” czytałam kiedyś samodzielnie, a innym razem polonistka czytała nam ją na lekcji. Dzięki tej książce poczułam chęć do zapoznania się z twórczością tego właśnie pana i kupiłam „Tektonikę uczuć”. Widzę jednak, że i tę książkę zmuszona będę kupić albo chociażby przeczytać. Zmuszona, gdyż teraz, słysząc o niej tyle pozytywnych słów, nie mogłabym przejść obok niej obojętnie. Bardzo bym chciała mieć wszystkie książki tego autora na półce. Cudnie. :)
    Pozdrawiam.

  3. Moreni – nic dodać nic ująć. Schmitt jest dla mnie cudownym odkryciem, mam szczęście, że trochę jego powieści zostało mi do przeczytania. :)

    Paddington – polecam tego autora, bo wiem, że dociera do większości i dużo osób go chwali. Pisze bardzo mądrze i ciekawie. A sztuki, na podstawie jego książek, podobno są genialne. ;)

  4. Ja niestety jak na razie byłam tylko na sztuce w teatrze, która mnie oczarowała. Długi to ten dramat nie jest, a ma tyle zwrotów akcji! Cały czas siedziałam na krześle z „rybką” na ustach :D

    Po lekturze kilku książek Schmitta stwierdzam, że albo go fascynuje temat rutyny w związku, albo sam jej ciągle doświadcza i próbuje to zmieniać, bo gdzie się nie obejrzysz, tam kochające się małżeństwo udowadnia sobie na siłę, że wcale się już nie kochają!

  5. Nyx – czytałam Twoją relację i bardzo żałuję, że u mnie tego nie wystawiają. Będę chyba zmuszona jechać do Łodzi. ;-)
    Być może jest to jakiś sposób na codzienna rutynę, odnajdywanie sensu we wszystkim, co nas otacza. Jednak czasami warto zachować się jak dziecko i zachwycać się tylko obrazami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s