O wszystkim i o niczym, czyli jak obijać się przez tydzień.

Przez cały ten tydzień nie przeczytałam nic, żadna książka nie została skończona. To świadczy tylko o tym, że wreszcie zajęłam się czymś innym. Tym czymś była inscenizacja bitwy pod Grunwaldem, która jak co roku, odbywa się na ziemi grunwaldzkiej będącej świadkiem bitwy między wojskami polsko-litewski przeciwko zakonowi krzyżackiemu. W tym roku obchodzono 600-lecie tejże bitwy, która z roku na rok nie zmienia ani scenariusza, ani wykonania, jednak przyciąga rzesze turystów. W tym roku nasze oczekiwania zostały przerośnięte, gdyż na samej próbie generalnej było więcej ludzi niż na samej bitwie w tamtym roku. Dodam, że w 2005 na próbie było może z 20 osób. W tym roku, oprócz napływu ludzi zmieniło się trochę w obozach. Dla zainteresowanych opowiem, jakie zasady tam panują. Każda z chorąży ma swój teren, do którego nie ma wstępu publika. Aby dostać się do takiego obozu należy mieć przepustkę lub blachę. Obozówka to karta, na którą nie tylko dostanie się do obozu, ale też można brać udział na bitwie. Różni się od blachy tym, że nie można wejść na pole bitwy, a tylko na ziemię niczyją. Blacha zapewnia uczestnictwo na polu. Dla każdego obozu dostaję się kartę w zależności do jakiej chorąży się należy tak można się poruszać. Jedynym obozem, do którego można wejść z obojętnie jakiego innego jest obóz Wielkiego Mistrza, w którym mało kto pilnuję. Do innych np. Mazowieckiej nie dostanie się nikt z poza jej rejonu.W tym roku (u Wielkiego Mistrza, gdzie zawsze są konie) została powiększona o stajnie dla koni i tu znów ciekawostka w stajni mieściło się 100 koni, zaś 70 brało udział w bitwie. Idąc tropem ciekawostek – zbroja naszych rycerzy osiąga nawet 40kg wagi. Rycerz nie jest w stanie sam się ubrać. Jeśli jest się rycerzem do wagi stroju należy dodać jeszcze strój dla konia. O ile zbroje dawały ochronę o tyle nie były lekkie. Udział w turnieju rycerskim równał się jeszcze tarczą, kopią czy mieczem.
Niestety ten rok został postawiony na komercję, średniowieczne czasy mieszały się bardzo mocno z współczesnością, która zawisła nad bitwą jak ciężka chmura. Dookoła były poustawiane budki z hot-dogami, hamburgerami itp., wesołe miasteczko, strzelnice z badziewiastymi nagrodami. To wszystko nie tylko psuło efekt, ale też niszczyło klimat i zdjęcia. Tylko nieliczne zdjęcia są bez udziału tłumu, głośników, barierek czy kabli. Z powodu vipów, która nas odwiedziły poustawiano mnóstwo żelaznych barierek, borowców i policji. Na czwartkowych wiciach nie można było dobrze stanąć, aby nie wpaść na jedną z „atrakcji” a już tym bardziej dostać się na wici. Trybuny, które były przy pomniku zasłaniały wszystko, a namiot vipowski ustawiony na bitwę niszczył urok i zabierał miejsce na inscenizację. Z czym równała się zmiana kierunków, żeby łucznicy nie strzelili w namiot vipowski przypadkiem.
Każdy kto był na takiej inscenizacji to wie, że klimat w obozach jest niesamowity. Kiedy tłum ucieka u nas rozpoczyna się świetna zabawa. Ludzie w obozach są mili i otwarci, wszyscy bawią się razem lub w grupkach przy ogniskach. Za dnia z powodu gorąca siedzimy w cieniach pod dachami namiotów i wspólnie spędzamy czas. Będąc w orszaku pomagam innym w przygotowaniach, oporządzaniu koni, ubierania czy zdejmowania zbroi, nosimy wodę dla ekipy, pomagamy ze sprzętem po skończonej bitwie oraz czasami odgrywamy jakieś małe role.
Ten roku uważam za najlepszy z wszystkich bitw, na jakich byłam. W Malborku również jest ciekawie, chociaż wieję już współczesnością, zaś w Gniewie nie dostanie się żadnych potraw średniowiecznych. Na każdej imprezie z wyżej wymienionych jest klimat, ale nie ma tego czegoś, co ma Grunwald. Tylko tam dostaniecie potrawy, piwo korzenne, suknie, zbroje, łuki i strzały, kapelusze i inne atrybuty związane z epoką. Ta inscenizacja, mimo pewnych niedogodnie była świetna i nikogo zachęcać nie muszę, bo wiem, iż to wspaniała okazja i każdy powinien ją zobaczyć.


To tak pokrótce, bo nie wiem jak to opowiedzieć. Dla zainteresowanych chętnie odpowiem na ich pytania. A teraz mniej widowiskowe, ale jednak zawsze – łańcuszek. Tym razem do zabawy zaprosiła mnie Kalio. Będzie krótko, ale zwięźle. Klepię – Floss, Agnę83 oraz Ultramarynę

1. Do jakiego kraju, miasta chciałabyś pojechać zainspirowana lekturą?

Do Chicago. Właściwie każde miejsce na ziemi zasługuję na odwiedzenie i do tego będę dążyć. :)

2. Jakie jest Twoje ulubione miejsce do czytania na wakacje?

Niezmienne niż w inne pory roku – wszędzie. Komunikacja miejska, fotele, kanapy, podłogi, namioty. Czytam na każdym kroku, zdarza się nawet idąc.

3. Poleć mi jedną książkę do przeczytania na wakacje.
Nie polecam książki ani lekkiej, ani ciężkiej. Bzdurą jest dla mnie wymaganie lekkich lektur na upały, bo lato to tylko kolejna pora roku. Zdecydowanie polecam „Inés, pani mej duszy” Allende Isabel.

4. Jaka jest Twoja najnowsza lektura? Co zaczęłaś czytać?
Jestem w trakcie podczytywania „Diuny” i „Koloru magii”, zaś na wyjazd zabieram „Tysiąc dni w Toskanii” oraz „Tysiąc dni w Wenecji”, gdyż mam ochotę na jakąś odkrywczą książkę, która przybliży mi trochę kulturę i obyczaje tych miejsc.

18 myśli nt. „O wszystkim i o niczym, czyli jak obijać się przez tydzień.

  1. Zawsze chciałam pojawić się na takiej inscenizacji Bitwy pod Grunwaldem. A szczególnie po przeczytaniu Krzyżaków, bo ta książka naprawdę mi się podobała. Szkoda, że, jak napisałaś, klimat ten został zachwiany przez współczesność, ale co poradzić? Mam takie przeczucie, że z każdym rokiem będzie coraz gorzej i ta współczesność wyprze prawdziwy klimat takich inscenizacji. Z roku na rok wspomnienia będą blaknąć, choć mam nadzieję, że nikt o takich wielkich, historycznych momentach z przeszłości nie zapomni. Ja tym bardziej, przyznaję, bo historia to jedna z moich pasji i choć ciężko zapamiętuje się tysiące tych faktów, to jednak jest w niej pewien urok. Poza tym, co najważniejsze, należy pamiętać o przeszłości nie tylko swojego kraju, ale całego świata. Bo to zło, które ludzie wyrządzają ludziom, obawiam się, że nigdy nie zniknie. Ups, chyba za bardzo wzięło mnie na refleksje. ;) Więc teraz znów wyjeżdżasz gdzieś, tak? A będą pojawiać się recenzję? Bo wkrótce będę zmuszona czytać raz po raz recenzje, które już pisałaś, tak lubię Twój styl pisma. ;) Mam jeszcze pytanie odnośnie Twojego sprawozdania z tej inscenizacji. Wspominałaś o tych blachach, które są przepustką do uczestnictwa na polu bitwy. Ale tu chodzi o blachę, czyli o strój, który nosili rycerze, czy o jakiś zwykły kawałek blachy? Obawiam się, że nie zaczaiłam, ale jednak mam wrażenie, że tu chodziło o ten strój rycerski. Wiem, żałosna jestem, ale mam marne pojęcie o takich inscenizacjach, nigdy na żadnej nie byłam. ;)

  2. Paddington – łał, dziękuję za tak długi komentarz. Co do historii zdecydowanie się z Tobą zgadzam, gdyż sama uwielbiam wysłuchiwać stare historie szczególnie z ust kogoś, kto je przeżył lub rodzina przekazuję z pokolenia na pokolenie.
    Blaha to kawałek metalu za rzemyku, w zależności od roku ma inny kształt a co rok ma inny obraz na nim. Jeśli znajdę to mogę wysłać Ci zdjęcie jak to wygląda.
    Tak teraz wyjeżdżam znów na 2 tygodnie i nie wiem, jak to będzie z tym czytaniem, ale postaram się coś dodać. I bardzo dziękuję za miłe słowa, miło wiedzieć, że kto lubi czytać to, co piszę.

    PS. Od tego jestem, aby odpowiadać na pytanie związane z inscenizacją, więc pytaj śmiało. :)

    Edith
    – zdecydowanie!

  3. Ja też kiedyś muszę to zobaczyć. Ale w tym roku, jak usłyszałam w radiu jak ciężko było się stamtąd wydostać i o dwudziestokilometrowych korkach w tym upale, no cóż, to sprawiło, że nie żałuję aż tak bardzo, że tym razem mnie tam nie było ;)

  4. Oj, tak. Najbardziej uwielbiam, gdy ktoś opowiada jakieś historie, które sam przeżył. Mój świętej pamięci dziadek lubił opowiadać historie z czasów wojny, a ja uwielbiałam ich słuchać. To było niesamowite, te emocje podczas opowiadania. I podczas słuchania, oczywiście. Poza tym… mnie najbardziej boli to, ile takie osoby musiały wycierpieć, które był świadkami takich wojen. Nawet sobie tego wyobrazić nie mogę. Tego strachu, zagubienia i cierpienia. Zbyt wiele emocji w czymś takim. Dziwię się, że ci ludzie potrafią to udźwignąć, bo jak ja czytam książki to czasami aż powstrzymuję się od odłożenia i ochłonięcia, a co dopiero oni… Kurczę, czyli jednak myliłam się co do tej blachy. Ale to musi bardzo fajnie wyglądać. Co do zdjęcia, to będzie mi bardzo miło, chciałabym coś takiego zobaczyć. ;) W takim razie miłego pobytu tam, gdzie wyjeżdżasz. ;)

  5. Fajnie, że wróciłaś cała, zdrowa i zadowolona. Może kiedyś będę miała sposobność uczestniczenia w tym wydarzeniu, ale w tym roku z wiadomości wyglądało to niezbyt ciekawie – upał, błoto po burzy, woda z kranu za 1zł. Tak to już jest, jak się wywęszy biznes to nie ma sentymentów. Swego czasu długo dochodziłam do siebie po widoku budek z popcornem, cukierkami i żelkami itp. koło cmentarzy 1 listopada. Po tym już mało mnie zdziwi, mam taką cichą nadzieję.

    Oj, pojadłabym nieco staropolszczyzny.

  6. No i fajnie:)
    Ja mam za blisko do Grunwaldu i pewnie dlatego nie przepadam. A zwłaszcza akcji „wyjazd” z parkingu po imprezie. Masakra.
    Nie, stanowczo nie lubię Grunwaldu 15 lipca.

  7. Zazdroszczę wszystkim, którzy tam byli (a paru moich znajomych się wybrało) – to musi być naprawdę niesamowite wrażenie. Jakiś czas temu w moim mieście inscenizowano potop szwedzki, ale nie była to impreza przygotowana z takim rozmachem i z takimi efektami. A szkoda, bo mogłoby to być bardzo ciekawe.

  8. Co roku się wybieram na taką inscenizację i oczywiście co roku jakoś mi to nie wychodzi…:/ Chyba muszę sobie obiecać, że w przyszłym to już na 1000%.

    p/s Co do książek to u mnie też ciężko, cztery na raz zaczęte! ;)

  9. Nigdy nawet nie pomyślałam, żeby jechać na takie widowisko, ale po przeczytaniu tego, co napisałaś myślę, że to musi być niesamowite przeżycie, i że warto.

  10. Widziałam prawię całą tegoroczną inscenizację w telewizji i muszę przyznać, że bardzo mnie ona rozczarowała. Wydaje mi się, że to wina faktu, że obejrzałam ją właśnie w telewizji. W przyszłości zamierzam zobaczyć ją na żywo :)

  11. Do wszystkich komentatorów – bitwa to niesamowite przeżycie, dni poprzedzające również. Ostatni dzień, czyli niedziela zawsze jest okropna, bo leje, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.
    Polecam każdemu, bo to nie lada gratka dla wszystkich. Zapraszam też, jeśli ktoś ma ochotę, mogę oprowadzić po obozie, ale muszę wcześniej mieć kontakt. Nie ma problemu z tym ;-)

  12. Ho ho… Pozostaje czekać na ogłoszenie o kręceniu w Polsce kolejnych odcinków Xeny. Wszystko wyglądało strasznie profesjonalnie. Czasami człowiek żałuje, że dziś nie istnieją prawdziwi wojownicy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s