„Chicago”, al-Aswani Ala

wydawnictwo: Smak Słowa
język oryginału: arabski
stron: 352
ocena ogólna: 5,5/6
ocena wciągnięcia: 5/6

Chicago nigdy nie było mi tak bliskie, takie na wyciągnięcie ręki. Nigdy nie wybrałam się w podróż literacką do tego miasta, a już tym bardziej w prawdziwą. Dlatego jestem tak bardzo zadowolona z tej książki, która posiada czarujące momenty oraz takie, od których zawsze stronimy. Jak to w życiu, nic nie jest zawsze kolorowe. I tak autor umieścił całą historię w Chicago, pozwalając by stanęło między dobrem a złem, między dobrymi wspomnieniami i odwrotnie. Pokazał, jak miasto wygląda z różnych perspektyw, ile daję jednostce oraz to, jak trzeba czasami z miastem walczyć. Wspaniale wpleciona historia kilku osób, arabów, którzy pokładają w Ameryce wielkie nadzieję i plan, których rodzinny Egipt nie jest w stanie zrealizować.

Czasami porównywałam powieść do „Hakawatiego” i w tym porównaniu „Chicago” wypada trochę gorzej, gdyż w książce Rabih’a było więcej gawędzenia, więcej opowieści i snucia, ale tu, styl i forma wypowiedzi, dała al-Asawani’emu bardzo dobrą ocenę. Samo przeplatanie się różnych historii, połączonej tylko kilkoma punktami wspólnymi, dało świetny obraz tego, jak USA traktuje emigrantów arabskich, jakie szanse mogą dostać owi emigranci, jak ciężko muszą pracować, żeby cokolwiek osiągnąć i jak ludzie są do nich wrogo nastawieni.

Jeśli patrzeć z punktu widzenia muzułmanina to: Ameryka jest wrogo nastawiona po sytuacji z 11 września. Wzmożone kontrole, przesłuchania i środki zapobiegawcze w sytuacji z taką osobą. Mimo że lepiej niż w Egipcie, jednak nad wyraz nieswojo wśród obywateli amerykańskich przeświadczonych o zbrodni i knowaniach emigrantów arabskich. Stereotypy krążą, krążą o każdej religii, która jest odmienna od powszechnie stosowanej. Jednak brak wysiłku w celu poznania wyznania arabskiego potęguję jeszcze większe ubliżania, ignorancję i wrogość. Amerykanie przeświadczeni w swoich poglądach, jako tych najlepiej opisujących zamiary każdego araba, nastawiają się na uprzedzenia: na uczelniach, w normalnych środowiskach, w pracy, w metrze itd.

Autor bardzo poważnie podszedł do spraw związanych politycznie z Egiptem. Prawie każdy bohater miał sposobność wyrazić swoje zadowolenie bądź ubolewanie nad obecnym system rządów w Egipcie. Dla mnie, zielonej osoby w sprawach polityki, rządów czy demokracji, taka powieść wiele wniosła. Duchowo wspierałam demonstrantów, którzy mimo tego, iż za demonstracje w Egipcie są kary(czasami dość surowe, a tortury są legalne), nie bali się walczyć o swój kraj. I nawet będąc już w Ameryce nadal wspierają swój kraj – godna podziwu postawa.

Jeśli zaś chodzi o religię, jest ona tu mocno przybliżona. Podobnie jak w „Minaret” mogłam poznać obyczaje, kulturę, zwyczaje oraz słownictwo związane z religią muzułmańską. Często gubiłam się w obrzędach, modlitwach oraz tym, co wolno wyznawcy a co nie. Bo trzeba wiedzieć, że w Koranie napisane zostały prawa, według których muzułmanin ma postępować. Ścisłe podporządkowanie się Koranowi daję poczucie, że Bóg nie jest zły i osądzi go sprawiedliwie. Prawo muzułmańskie zawiera halal, który dzieli się na cztery kategorie: obowiązkowe, silnie zalecane, neutralne i niezalecane. Podając przykład: rozwód należy do kategorii czwartej (czyn dopuszczalny, ale niemiły Bogu). Przez strony powieści przeplatały się potrawy(tradycyjne czy neutralne), sposoby dla kobiet, żeby wyglądać ładnie(zadbać o cerę, pomalować oczy itd.), ale zgodnie z zasadami. Poprzez historię pewnych bohaterów uczyłam się także, jak ważni, dla tych wyznawców, są rodzice, dom. Jaką wiarę pokładają w to, co robią. Jak żyją wedle ściśle uporządkowanego harmonogramu, jak ważna jest dla nich religia. Czytałam o prawach, jakie przysługują mężczyznom, jak niektórzy pod byle pretekstem nadużywają swoich praw. I jak niewiele w tym ma do powiedzenia kobieta.

Powoli zakochiwałam się w tym, co robią Ci ludzie, jak bardzo wierzą w lepszy świat, dzięki łasce Boga. Pomału zaczęłam ich dopingować do polepszenia swojej sytuacji, do zmian, do próby poznania świata z innej strony. Aż wreszcie na końcu, z wielkim bólem, współczułam każdej osobie, gdyż każda po kolei odniosła porażkę, dla każdej osoby nic nie skończyło się szczęśliwe. Książka naprawdę warta przeczytania!

Reklamy

14 myśli nt. „„Chicago”, al-Aswani Ala

  1. „Chicago” mam na półce. Wcześniej przeczytałam „Kair: historia pewnej kamienicy” tego samego autora i serdecznie polecam :) „Kair” jest syntezą muzułmańskiego społeczeństwa w jego „środowisku naturalnym”, w Egipcie. Jest to jedna z najlepszych książek, jakie przeczytałam, a dla Egipcjan jest ona wręcz świętością.
    Ja natomiast nie mogę doczekać się spotkania z Panem al-Aswany w Chicago!

    Pozdrawiam :)

  2. A ja czekam na moje Chicago i już doczekać się nie mogę:)
    Nie będę miała co porównywać z Hakawatii, bo oczywiście nadal czeka na półce ;)

    • Ani w „Chciago”, ani w „Hakawatim” nie zawiedziesz się. :)
      U Hakawati’ego jest taki specyficzny rodzaj gawędzenia i opowiadania, który wprost czaruję. Zaś w „Chciago” więcej skupienia jest w stronę opowiadanej historii Egiptu, muzułmanów itp.
      Naprawdę polecam obie książki. :)

  3. Zaciekawiłaś mnie, bo lubię literaturę poruszającą problemy szeroko rozumianej (nie)tolerancji i uprzedzeń. Samo Chicago również jest mi bliskie, przez wzgląd na rodzinę, która tam wyjechała. Na pewno zagości na mojej półce.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s