„Zbuntowane anioły”, Bray Libba

wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
język oryginału: angielski
stron: 488
ocena ogólna: 5,5/6
ocena wciągnięcia: 5/6

Sięgając po tą część starałam się nie brać miary z poprzedniej części, która tak mnie rozczarowała. W końcu, wszyscy się zachwycają, a ja, nie wiem za bardzo dlaczego i czym. I pamiętając spotkanie z „Mrocznym sekretem”, „Zbuntowane Anioły” troszkę brałam tamtą miarą, ale przede wszystkim pozwoliłam płynąć historii samej, pozwoliłam książce opowiadać, snuć i zagadywać. I wyszło mi to zdecydowanie na dobre. Bo jestem zachwycona tą częścią!

Nic nie jest takie, jak było. Międzyświat nie jest bezpieczny, Kirke nadal gdzieś się czai, a Gemma ma dużo problemów do rozwiązania, a bliscy często zamiast pomóc, jeszcze wszystko knocą. W oparach wiktoriańskich czasów, lśni Londyn rokiem 1895, gdzie dzieję się dalsza powieść i tak, jak w poprzedniej części, mamy Akademię Spence, która teraz odgrywa zdecydowanie mniejszą rolę. Teraz akcja dzieję się na przedmieściach Londynu, gdzie nie tylko trzeba zachowywać się wyrafinowanie, nie przynosić wstydu domowi, ale też bacznie się rozglądać, bo cienie depczą po piętach.

Akcja zaczyna się dopiero po mniej więcej stu stronach, gdzie zaczyna wabić swoją opowieścią. Z strony na stronę jest co raz ciekawiej i co raz niebezpieczniej. Demony, Cienie, Kirke – to wszystko czai się za rogiem. A zwłaszcza tajemnica. Tajemnicą owiane jest wszystko, nie wiadomo komu ufać ani komu, co można powiedzieć. I jak świat światem okazuję się, że tym najbliżej nie można ufać. Zbijając z tropu pani Bray buduję powolne napięcie, które osiąga apogeum przy ostatnich stronach. Jego blask trochę gaśnie pod koniec, a właściwie dość znaczenie, ale fakt faktem, powieść czyta się bardzo przyjemnie.

Troszkę irytował mnie fakt, że główna bohaterka – Gemma – jest taka urocza, piękna i mądra. Czasami chciałabym zobaczyć niezdarę w roli głównej, gdzie ani nie jest pięknością, ani intelektualną osobą. To byłoby ciekawe. Ale wracając do tematu, ten fakt nie przeszkadza w książce, jednak co poniektórych może denerwować. Mówiąc dalej, wkurzałam się na przyjaciółki Gemmy – Ann i Felicity – dość często zachowywały się jakby zjadły wszelkie rozumy. Teraz tak sobie myślę, że moje rozumowanie jest rozbieżne, bo bohaterka jest prawie idealna, a przyjaciółki czasem zachowują się wręcz paskudnie. A ja wymagam od książki żeby była trochę mniej pod publikę. Właściwie zostawię bohaterki, bo chciałam niezdarnej głównej roli, a niezdara jest, ale w postaci ról drugoplanowych i nie mogę winić za to autorki, bo każdy pisarz chce, aby jest główny bohater był perfekcjonalny z lekką skazą jakiejś cechy. Tak już jest.
Powieść zdecydowanie lepsza do swojej poprzedniczki. Warto przeczytać choćby dla uroku Londynu.

4 myśli nt. „„Zbuntowane anioły”, Bray Libba

  1. O, to ta seria, z którą dostaję zakładki do wszystkich książek! ;) Kiedyś na pewno przeczytam – „wiktoriańskie smaczki” mnie przyciągają. I ten motyw Anioła w tytule.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s