„Atramentowe serce”, Funke Cornelia

wydawnictwo: Egmont
język oryginału: niemiecki
stron: 512
ocena ogólna: 6/6
ocena wciągnięcia: 5,5/6

Mocno główkuje, co napisać o tej książce. Jak ubrać słowa, jak wyrazić to, co mnie w niej zachwyca? Kreślę, notuję, znów skreślam. Mogłabym zacząć od tego, że dawno nie spotkałam się z książką, która tak pięknie opisuje samą siebie. Nie do końca siebie, ale swoje inne koleżanki. Książki. Tak bardzo podobał mi się sposób, w jaki Funke opisuje książki. Jak wspaniale pokazuje miłość i czułość, z jaką odnoszą się ludzie do książek. Rzecz mogłabym, że po przeczytaniu „Atramentowego serca” czuję, że nie jestem jedyna, że nie tylko ja dotykam okładki zanim zacznę czytać. Że kupuję mnóstwo książek. I mogę powiedzieć, że każdy, kto kocha książki, powinien przeczytać tę powieść – odnaleźć siebie i swoje poniekąd dziwne zachowania.

Odkąd pamiętała, Mo zawsze wykonywał ten charakterystyczny ruch ręki: brał książkę, pieszczotliwie przesuwał dłonią po jej wierzchu, po czym otwierał ją tak, jak otwiera się szkatułkę wypełnioną po brzegi egzotycznymi klejnotami.

Mogłabym zacząć od tego, że świat przedstawiony jest zarazem piękny i niebezpieczny. Jak każdy. Jednak możliwość wyczytania innego świata z dowolnej powieść, jest dla mnie nie tylko czarujące, ale niesamowite i pociągające. Jednak patrząc na konsekwencje, jakie mogą wyniknąć z takiego wyczytania – nie wiem czy warto posiadać taką zdolność. Nigdy nie przeczytać powieści na głos. Nie poczuć tych liter, zdań ani powieści.

– Wielkie nieba – mruczała, zzuwając buty – kiedy sobie pomyśle, ile to razy pragnęłam znaleźć się w jednej z moich ulubionych książek! A okazuje się, że w książkach najlepsze jest to, że można je w każdej chwili zamknąć.

Mogłabym zacząć od tego, że jestem zachwycona tą historią. Na początku miałam deja vu związane z Cieniem wiatru. Wgłębiając się w dalsze strony, co raz bardziej wydawało mi się, że czytam właśnie „Cień wiatru”, a nie „Atramentowe serce”, jednak już po 50 stronach powieść zaczęła się tak drastycznie różnić, że złapałam się za głowę „Jak mogłam tak pomyśleć?”. Historie te, nawet w małym stopniu, nie są zbieżne. Dotycząc tego samego – książek – jednak są pisane w zupełnie rożny sposób. Jak u Zafona można znaleźć miejsca przegadane, tak tu nie. U Zafona jest więcej wątków tragicznej miłości zaś tu autorka skupia się na postaciach wyczytanych z Atramentowego serca. I tu mamy zbieżność tych dwóch różnych historii – książki wykorzystane, jako te, o które chodzi w całej powieści, są takie same. Mówiąc ogólniej, w Cieniu wiatru chodziło o książkę o tym samym tytule, tak tu, w Atramentowym sercu jest tak samo. Zastanawiam się czy to przypadek czy od siebie zgapili.

Książki muszą być ciężkie, bo w nich jest cały świat.

Podsumowując: książka jest wspaniała, można trochę się nauczyć, trochę wywnioskować, a przede wszystkim – dobrze się bawić. Poznać osoby, które tak jak my, kochają książki, dbają o nie i z czułością na nie patrzą. Można wsiąknąć na dłuży czas w tę opowieść i po ciuchu wyobrażać sobie, że taki Mo także nam czyta. Że to, co często pragniemy stanie się realne. A snuta przez niego opowieść stanie się jak żywa – w przenośnym i dosłownym znaczeniu.

Dlaczego dorośli uważają, że dzieci lepiej znoszą tajemnice niż prawdę? Czy nie zdają sobie sprawy, jakie mroczne historie dzieci wymyślają, aby wyjaśnić sobie tajemnice?

20 myśli nt. „„Atramentowe serce”, Funke Cornelia

  1. ale mnie zaciekawiłaś tą recenzją… jeśli książka jest tak dobra jak Twoja recenzja to czytać będę z zapartym tchem…:)

  2. Ja też byłam zachwycona. Jest cudowna, CUDOWNA! Druga część z resztą też. Teraz poluję na trzecią część, tyle, że przeczytam ją jak będę miała trochę więcej czasu, bym mogła się zatopić całkowicie w Atramentowym Świecie. A Tobie polecam oczywiście film, który choć trochę się różni od pierwowzoru to jednak także jest CUDOWNY.

    • Jutro wybieram się do biblioteki, mam nadzieję, że będą kolejne części dostępne, bo niezbyt lubię czytać w dużych odstępach czasowych. Zupełnie inaczej zaczyna patrzeć się na świat zawarty w książce.

      Dziękuję, na pewno obejrzeć, jak złapię w internecie.
      Pozdrawiam ciepło!

  3. Ha! W końcu po tylu latach zerkania na nią na półce w Empiku, po licznych zdjęciach w czasopismach i widoku dziewczyn, które nosiły ją pod pachą wiem o czym jest ;) Zawsze mnie jakoś od niej odrzucało, nie szukałam na jej temat informacji – to pewnie za sprawą strasznie narzucającej się promocji w czasopiśmie Witch, jak jeszcze byłam mała i czytałam tę gazetę ;)

  4. Od czasu do czasu również czytam książki dla dzieci i młodzieży i „Atramentowe serce” jest naprawdę wspaniałe. Nie wiem, czy czytałaś „Króla złodziei” C.Funke. Jeśli nie, to polecam.

  5. Zanim dowiedziałam się o istnieniu nie tyle książki, ile samej Cornelii Funke – obejrzałam film na podstawie „Atramentowego serca”. Paul Bettany jako Smolipaluch był wprost kapitalny, mnie w każdym razie chwycił za serce co się rzadko zdarza.

  6. Swego czasu wprost szalałam na punkcie całej serii. Moje wrażenia po przeczytaniu były takie same jak Twoje. Byłam całkowicie zachwycona. Piękna, wciągająca, no i o książkach. Teraz trochę mi przeszło, dawno już skończyłam czytać „Atramentową śmierć” i fascynacja jakoś tak nieco wygasła. Albo raczej przybladła, bo przeczytałam Twoją recenzję i przypomniało mi się, jaka to cudowna książka i jakim darzyłam ją uwielbieniem. Ach, zachciało mi się przeczytać jeszcze raz :)

    Pozdrawiam serdecznie!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s