„Bez mojej zgody”, Picoult Jodi

wydawnictwo: Prószyński i S-ka
język oryginału: angielski
stron: 392
ocena ogólna: 6/6
ocena wciągnięcia: 5,5/6

Słowem wstępu, ostatnio dość często prztykam się z kolegą, o autorów. M. jest święcie przekonany, właściwie, to jest jego zdanie, którego nie zamierza nigdy zmieniać, albowiem Sapkowski to mistrz nad mistrzami, i nikt nie jest lepszy. Tu zaczyna się nasze rozbieżne rozumowanie, jest masa autorów, którzy są cenieni, dobrze piszą i mają tzw. „to coś”. Według mnie to np. Coben, Coelho, Rowling, Canavan, Bishop itp. Zdanie kolegi odmiennie się różni, gdyż opierając się na jego opinii- fantastyka rządzi, a po za nią nic się nie liczy.

Dopiero w tym momencie zaczęłam zastanawiać się za co lubię panią Picoult, i co w jej książkach mnie pociąga. (Pomijając już fakt, że kolega porównywał fantastykę do kryminału, co jest przeze mnie nie zrozumiałe, albo Sapkowskiego do Picoult. Przecież tak różnych i tak odmiennych gatunków, nie da się subiektywnie ocenić.) Z czystym sumieniem stwierdzam, że Picoult, jak nikt inny, buduje powieść o tak ciężki tematach, o tak trudnych decyzjach, iż właściwie piszą sami takie książki, nie bylibyśmy wstanie ocenić tego nawet obiektywnie, bo właściwie jak można ocenić tragedię w tragedii. W swoich rozważaniach wzięłam dość mocny punkt zaczepienia – „Co bym zrobiła, gdyby przytrafiło mi się właśnie coś takiego? Jaką decyzję bym powzięła? Czy byłaby ona słuszna?”. I starając się ocenić to Sarę, to Annie, nie byłam w stanie podjąć słusznej decyzji. Popierając od początku Annie, wiedziałam, że dzięki takiej decyzji – Kate umrze. Czytając inną powieść Jodi, także musiałam wybrać jedną stronę, nie można zostać neutralnym, czy się tego chce czy nie, trzeba podjąć jakąś decyzję. Zostać bohaterem tragicznym.

Historia opisana w tej książce jest tak znana, że właściwie nie muszę jej skracać, mogę od teraz zająć się opisywaniem tego, co się podobało, a co wkurzało. I powiem jedno – dawno, żadna powieść tak mocno mną nie wzruszyła i tak mocno jej nie przeżywałam. Czemu, to proste – nie można zostać obojętnym na taką historię.

[…]kimolwiek się jest, zawsze gdzieś w głębi duszy tli się pragnienie, żeby być kimś innym. A kiedy, choćby na ułamek sekundy, to pragnienie się spełnia, dzieje się cud. [136]

Tak jak pisałam słów kilka podczas opisywania „Świadectwa prawdy”, powieść czytało się bardzo, bardzo szybko. Strony przelatywały przez palce, czytelnik chciał być jak najbliżej rozwiązania. Sam, zagubiony nie wiedział, jak to się wszystko skończy. Kto straci życie, kto odda je za drugą osobę. I powiem tak, zakończenie jest bardzo, wręcz mocno zaskakujące. Jeśli ktoś oglądał film, to niech nie myśli, że wie, jakie ono jest, ale o tym za chwilę.

Książka jest jak zwykle podzielona na części, aby poznać historię z różnych punktów widzenia. Dzięki Sarze Fitzgerald poznajemy historię Kate – tak Kate – bo to z punktu jej choroby obserwujemy jak Anna jest poddawana kolejnym zabiegom, które nie przynoszą jej korzyści zdrowotnych, psychicznych zresztą też, chociaż mamy jedną ważną cechę – ratuje swoją siostrę. Dziewczyny są ze sobą bardzo zżyte. Kate przez chorobę nie ma przyjaciół, tak więc jedyną bliską jej osobą jest Anna, która zrobi dla niej wszystko. Tu zaczynasz się czytelniku zastanawiać dlaczego Anna wnosi pozew, wszystko w swoim czasie.

Powieść ta mam mnóstwo aforyzmów i sentencji, jest przesączona wiedzą, którą zdobywa się dzięki małej Annie czy też Sarze. Dowiadujemy się o chorobie Kate – o ostrej białaczce promielocytowej, która uodparnia się na podawane leki. Raz wykorzystana metoda nie daje takiego wyniku przy kolejnym użyciu, jeśli właściwie wymęczająca i dla dawcy i dla biorcy.

– Świetnie Ci poszło – mówię, bo nie mam pojęcia, jak wyrzucić z siebie to, co naprawdę chcę powiedzieć: że ludzie, których kochamy, każdego dnia, w każdym momencie potrafią nas zdziwić. Że o naszej wartości nie stanowią być może nasze uczynki, ale nasz potencjał: to, do czego jesteśmy zdoli w najbardziej nieoczekiwanych sytuacjach. [290]

Lektura ta daje dużo, powtarza to, co znane, a jednak nie wykorzystywane. By żyć dniem dzisiejszym i pamiętać, aby zawsze śpieszyć się kochać ludzi.

Co do filmu: Tak jak byłam zachwycona, tak teraz nie powiem, żeby dostał tą samą ocenę. Zupełnie pominięto postać Juli Romao, Campbell jest ironiczny i sarkastyczny, umiera nie ta osoba, Kate i Taylor wcale nie kochali się na balu. Kate nie zostaje wzięta nad morze przed śmiercią. A Jesse nie jest grzeczny. To i dużo innych rzeczy zostało pozmieniane. I tak jak mówiła Agna83: „Problem jest trudny i z doświadczenia wiem, że język filmowy często traci głos tam, gdzie książka najgłośniej krzyczy.”

Kilka innych cytatów:

Strażak pracuje w świecie, gdzie obowiązuje prawo Murphy’ego: kryzys zawsze następuje wtedy, kiedy żadną miarą nie można sobie na niego pozwolić. [46]

Człowiek łatwo ulega złudzeniu, że to świat obraca się wokół niego, ale wystarczy spojrzeć w niebo, żeby zrozumieć, że wcale tak nie jest. [48]

– Widział pan cyrkowców chodzących po linie? Taki facet chce, żeby wszyscy myśleli, że jest wielkim artystą, ale przecież wyraźnie widać, że tak naprawdę marzy tylko o jednym: dotrzeć na drugi konie liny. Rodzic wyglądą tak samo. [123]

17 myśli nt. „„Bez mojej zgody”, Picoult Jodi

    • Najbardziej ryczałam na koniec, bo jednak przez to, że wcześniej oglądałam film troszkę zepsuło.
      Nie wyobrażałam sobie bohaterów po swojemu, tylko tak, jak wyglądali w filmie. Szukałam tego, co było w filmie i miejscami(co, aż wstyd!) brałam bardziej pod uwagę film(jako pierwowzór) niż książkę.

  1. U mnie to jest niestety tak, że książka o ludziach chorych, zmagających się z trudnościami musi mnie OKROPNIE zaciekawić, żebym po nią sięgnęła. Tyle wokół nieszczęść, że po prostu nie potrafię w moim zaciszu jeszcze ‚doprawić się’ taką pozycją…

    Widzę jednak, że bardzo się spodobała, bo aż 6/6 ;)

    • Ważne dla mnie było wybranie odpowiedniego tematu, przedstawienie go w należyty sposób, opisanie go dokładnie i włożenie do powieść czegoś od siebie. No i wszystko znalazłam.
      Życie pisze najlepsze scenariusze, niekoniecznie z happy enedem..

  2. Podobała mi się ta książka, czytałam ją kilka lat temu i chyba nadszedł czas, aby sobie odświeżyć lekturę :) Teraz na półce czeka „Dziesiąty krąg”. A koledze powiedz, że istnieją ludzi tacy jak, którzy fantastykę nieśmiało zaczęli czytać w wieku dopiero
    hm…23 lat. I żyją:)

    • Najśmieszniejsze jest z tego to, że on samo dopiero niedawno zaczął czytać. Teraz czyta tylko fantastykę, przede wszystkim Sapkowskiego, jeszcze Pilipiuka, Canavan. Jednak ciągle jest to ten sam gatunek.
      Oczywiście przekażę :)
      O! To życzę miłej lektury podczas ponownego spotkania z Picoult :)

  3. Mnie historia Anny również poraziła, kilka razy miałam łzy w oczach, jednakże niestety końcówka wszystko zepsuła.
    Niemniej jednak chciałabym spotkać się jeszcze z książkami Pani Picoult.

    Co ciekawe film podobał mi się również, może dlatego, że nie ma tego, rażącego mnie, hollywoodzkiego zakończenia. A może dlatego, iż przedstawia historię troszkę z innej strony. Był ciekawą opowieścią inspirowaną powieścią. Nie był na pewno natomiast jego adaptacją. I ta niezwykła kreacja Cameron Diaz…

    Mam znajomych, którzy wyznają podobny pogląd, jak Twój kolega. Każda nasza wspólna dyskusja kończy się wnioskiem, iż o gustach się nie dyskutuje. To zapewnia nam względny spokój i brak kłótni :)

    Pozdrawiam

    • Tak, Cameron Diaz, jako Sara, była niezwykła. Lekko mówiąc.

      Może i masz rację, może pokazanie zupełnie inaczej historii, jest dobre, jednak wolę, kiedy jeśli jest ekranizacja, to dogłębna. Bez zmieniania historii czy wartości. Bo film pokazał walkę, ale odwrotny skutek.

      Hihi, też racja. Niekiedy nie mam ochoty z nim dyskutować, ale przeważnie nie mogę się powstrzymać. Nie są to kłótnie, tylko lekkie wymiany poglądów. ;)

  4. Muszę to przeczytać, aby się wypowiedzieć. Ale mam sesję i nie czytam przez dwa miesiące. Nie mogę, bo do przeczytania i wkucia tyle dobrych książek z prawa. Ech.

    PS. Podoba mi się nowy wygląd bloga. Wygląda trochę, jak portal. Duży plus. :)
    PS2. Sapkowski rządzi! Ale Tolkien bardziej. :)

  5. Sporo zmian na blogu, może raczej stronce?
    Te przeinaczenia filmowe zaczynają coraz bardziej drażnić. Wiem jedno, książkę muszę przeczytać i mam na to czas. Swoją drogą niezły mi cytat wyszedł ^^.

    • Blogu, blogu :)
      Zdecydowanie się z Tobą zgadzam, bo jak już jest ekranizacja, to ekranizacja. A nie film oparty na powieści, ale ze zmienioną fabułą. Ja idę do kina zobaczyć, jak ktoś widział wizję tej książki, a nie wizję na nowy film. No ale cóż, ja to ja. ^^

      PS. O tak, cytat świetny :)

  6. Och, jakie zmiany:)
    Ja film mam w domu, jeszcze nie oglądałam, jakoś nie mogę się przemóc, odkąd córka mi powiedziała, że oczywiście musieli ulepszyć książkę i to nie było dobre. Więc się zastanawiam, czy oglądać.

    • Córka ma 100% racji. Jak można uśmiercić zupełnie inną osobę ?! Jak można tak zmienić fabułę, wątki czy pominąć postać. Ogólnie film był naprawdę dobry i gdyby nie fakt, że tak pozmieniali pewnie dalej miałby 8/10. Teraz oceniam go na 6/10.

  7. Nadrabiam zaległości. :)
    Takie historie zawsze łapią za serce; w szczególności, jeśli one są prawdziwe. Nie miałam pojęcia, że takie rzeczy dzieją się na świecie. Nic tylko płakać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s