„Zaginiony symbol”, Brown Dan

wydawnictwo: Albatros/Sonia Draga
język oryginału: angielski
stron: 624
ocena ogólna: 5,5/6
ocena wciągnięcia: 6/6

Z wielkim sercem czekałam na tę powieść. Jak każdy fan/miłośnik książek Browna czekałam z utęsknieniem na najnowsze dzieło Browna. I teraz, gdy w końcu się doczekałam, uczucie mam jedne – rewelacja!

Zaczynając od początku – znów mamy Roberta Langdon’a, którego ja osobiście uwielbiam. Zawsze fascynowała mnie ta jego miłość do świata minionego oraz wiedza o symbolach. To, ile wiedział o najróżniejszych kryptogramach, symbolach itp. zawsze napawało mnie zdumieniem i fascynacją – to wiedza bliska memu sercu. Tak więc i ta książka jest bliska memu sercu, mamy pościg, mamy zagadkę, mamy kilka godzin na jej rozwiązanie, napięcie i mamy ogromną ilość wiedzy! To jest przeważającym plusem.

Wszystko dzieję się w ekspresowym tempie, a wiedza jaką otrzymuje czytelnik jest tak spora, że nie zdziwię się jak pominę kilka istotnych informacji historycznych. Jednak wiem, że to co jest prawdą w tej książce, długo zapadnie mi w pamięć – np. noetyka, o której mam ogromną chęć poczytać, stolica USA – Waszyngton, koniecznie muszę poznać historię tego miasta od XIX wieku. To i inne ciekawostki zapadną mi w pamięć i zmuszą do dużych poszukiwań, które mam ochotę zacząć jak najszybciej.

Owszem, znajdzie się w tej książce kilka – dziwnych – rzeczy, ale przy moim zachwycie ma to małe znaczenie. Zacznę od kobiety, Katherine, która towarzyszy Robertowi. Powtarza się motyw z poprzednich części, jakaś kobieta mu pomaga i towarzyszy, jest ostoją i jedną z nielicznych osób, którym w tym momencie można ufać. I minus, taki malutki, ale zawsze – literówka. No proszę, w takim nakładzie, przy takiej poczytalności, literówka ?!

Jednak patrząc na to, jak książka mnie wciągnęła, jak będąc na 400 stronie nadal nic nie wiedziałam, książka zostaje bardzo, bardzo pozytywnie oceniona. Uważam, że ani trochę nie zabrakło w tym Browna jak i Langdona. Było wszystko – napięcie, tajemniczość, pościg, wątpliwości, symbole i zagadki.

13 myśli nt. „„Zaginiony symbol”, Brown Dan

  1. Ja jestem dopiero na 200 stronie „Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet” i znalazłam aż trzy niewybaczalne literówki!

    Od dawna koczuję na Twoje wszystkie egzemplarze tFórczości Dana Browna. Kiedyś na pewno je przeczytam. :>

  2. No oj tam… jedna literówka! Czeeepiasz się ;) A ja zamiast zacząć „Zaginiony symbol” to wzięłam się dalej za Roninów i „Wampira z przypadku”, bo mój rodziciel mnie ubiegł. Mama wychwalała tę książkę, to stwierdził, że przeczyta. Nosz kurczę ;)

  3. Witam :-) Kupiłam mojemu K tą książkę, ponieważ bardzo lubimy tego autora! :-) Teraz czyta ją moja Mama, potem my. Fajnie, że ma takie dobre opinie. Oczywiście znalazłam też jakieś negatywne opinie, ale chyba nie ma książki, która podobałaby się wszystkim ;-)
    Pozdrawiam ciepło! Jak po Świętach?

  4. Mnie tak pochlonęła, że doslownie nie mogłam przestać czytać :) Czytałam przy obiedzie, czytałam w wannie i nawet jak mały sie bawił to ja czytałam :) Oczywiście zdaję sobie sprawę, że to bajka straszliwa, bo jakiemu czlowiekowi udałoby się ukryć tatuaże pod fluidem? Jaki ojciec nie rozpoznałby syna? Ale i tak wciaga :)

  5. To ja chyba czytałam inną książkę… może ostatnie 50 stron mnie wciągnęło, cała reszta banalna i do przewidzenia. I jedno jest pewne, nie umywa się do „Aniołów i Demonów”. Oceniam książkę na jedną z gorszych książek Browna.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s