„Listy od zabójcy bez znaczenia”, Somoza José Carlos

wydawnictwo: Muza
język oryginału: hiszpański
stron: 128
ocena ogólna: 5,5/6
ocena wciągnięcia: 6/6

Przygoda czy raczej udział ze śmiercią. Wpuszczenie czytelnika w literacką zabawę, która raz ma taki skutek, a raz zupełnie odwrotny. I zanim czytelnik się obejrzy, razem z Carmen de Mar pisze do jej zabójcy i z takim samym wyczekiwaniem, oczekuję listów od Bezimiennego nadawcy. Zabójcy.

Chcę powiedzieć (skomplikowana myśl, ale przegryzę się przez nią na pana część), że właśnie odkryłam wielką tajemnicę istnienia, proszę patrzeć, jak się pysznię: życie jest wsteczną konsekwencją śmierci, podobnie wybawienie jest wsteczną konsekwencją niebezpieczeństwa. Mówiąc po kartezjańsku:
1. Gdybyśmy nie wiedzieli, że mamy umrzeć, nie żylibyśmy.
2. Umieram, więc jestem. [„Listy od zabójcy bez znaczenia”, str. 108

To było moje pierwsze spotkanie z Somozą. trochę obawiałam się, że rozczaruję mnie tak, jak Marquez(„Miłość w czasach zarazy”), ale obawy był bezpodstawne i śmieszne. Książkę wręcz pożerałam w Bookarni, ale zakończenia nie dane było mi przeczytać, najzwyczajniej w świecie nie starczyło czasu. Tak więc cierpliwie czekałam i czekałam, ale w żadnej bibliotece nie posiadają tego oto tytuł. Więc dnia piątkowego udałam się do empiku i tak oto wreszcie nareszcie mogłam zatopić się na nowo w lekturze.

Czytałam pomału, od początku, delektując się każdą metaforą czy podwójnym znaczeniem. Jak za pierwszym razem Somoza wciągnął mnie w grę, tak i za drugim też mu się udało. Właściwie nie sposób w tę grę się nie wciągnąć. Niby to nic takiego, jakaś kobieta pisze do siebie listy, jest ofiarą i zabójcą. I nagle pewnego dnia, gdy ta przygoda ją męczy, ktoś, kto czytał te listy od dawna, postanawia przejąć rolę zabójcy.

Samo czekanie na to, co powie murzyn było fascynujące, a gra powadzona przez tych dwoje, czy przez samą Carmen de Mar, była wręcz swoistego rodzaju zabawą. Taka gra w kotka i myszkę, ale na niebezpiecznych i dziwnych zasadach.
Lektura niesie za sobą prawdę czy też niekiedy mit o śmierci. Ciągnie wywód o życiu i śmierci. Niby proste rzeczy, a jednak gdy ktoś każe zwrócić na nie uwagę, stają się niepokojące obce. Morze, gwiazdy, wiatr walący w okno czy szmaciana lalka – moje ulubione ćwiczenie.

Romantyczne ćwiczenia III

Niech pani kupi szmacianą lalkę, położy ją na łóżku i ukradkiem ją podgląda. Co robi lalka, kiedy udaje pani, że na nią nie patrzy? Nic. Ale jakież to podniecające podglądać ją z oddali, w ogłupiającej ciszy, czekając, aż coś z r o b i! Niech ją pani godzinami podpatruje ze swego ukrycia i niech pani myśli: „Nie poruszy się, nie uśmiechnie, nawet nie zamknie oczu. Nie zrobi nic, choćbym przestała na nią patrzeć, bo to tylko szmaciana lalka. Ale jak przestanę na nią patrzeć, nie będę mogła mieć pewności, że nic nie zrobi. Teraz, gdy już na nią patrzę, nie będę mogła przestać, bo wówczas nigdy nie stwierdzę tego, co chcę stwierdzić. [„Listy od zabójcy bez znaczenia”, str. 43]

To takie działanie na psychikę, zaskakujące, a niekiedy przyjmujące zupełnie odwrotny obrót. Wiesz, że ktoś chce cię zabić, ale wiesz, że tego nie zrobi. Równie dobrze wiesz, że przygląda ci się z całkiem bliska, ale czeka na odpowiedni moment. Jedynym odpowiednim sposobem jest ignorowanie, ale to nie zawsze dobrze się udaje.

8 myśli nt. „„Listy od zabójcy bez znaczenia”, Somoza José Carlos

  1. Na mnie ta książka zrobiła duże wrażenie. I teraz chcę więcej Somozy :)
    W tym przypadku gra była warta świeczki.

    Pozdrawiam.

    P.S. A Marqueza na początek polecam „Sto lat samotności”, bo w „Miłości w czasach zarazy” nie każdego potrafi Pan Gabriel Garcia w sobie rozkochać.

    • Mam tak samo. Teraz jak będę w bibliotece to poszukam jakieś jego książki. Facet ma naprawdę dobry styl :)

      Ok, dziękuję! Zacznę od tej albo o „Rzecz o mych smutnych dziwkach”.

  2. Zaintrygowałaś mnie i to totalnie – mało tego! Książka dostępna u mnie w bibliotece! Już ją zamówiłam, jutro odbieram :)
    Co do Marqueza, jego Miłość w czasach zarazy mnie nie zachwyciła w ogóle, mojej mamy też nie, ale może kiedyś wrócę do niego.
    Pozdrawiam!

  3. inne, ale może ciekawe.
    przeczytałam „I wciąż ją kocham”. Pokochałam Sparksa i jego książki. ;)

    wróciłam, już, niestety, cieszysz się, czy rozpaczasz.?

  4. Pingback: Pamiętnik bibliofia: dzień 21 czerwca « Wykredowana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s