„Hakawati, mistrz opowieści”, Alameddine Rabih

Autor: Alameddine Rabih
Tytuł: Hakawati, mistrz opowieści
Tytuł oryginalny: The Hakawati
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Gralak Anna, Makuch Maria, Borowski Mateusz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Stron: 660
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania polskiego: 2009
Miejsce wydania: Kraków
Wydawca: Znak
Moja ocena:
Ktoś kiedyś powiedział, że dobrą powieść zabiera wszędzie, nawet do toalety. Mimo, że powieści do toalety nie zabrałam, bo uważam to za niezbyt gustowne, powieść była ze mną wszędzie. W przenośnym i dosłownym znaczeniu tego słowa.
Oceniłam książkę po okładce, po waszych stosach i w końcu, po opisie z tyłu. Bo co może mówić opis z tyłu czy okładka, a no, że wprowadza czytelnika w stan, kiedy nie może oderwać się od powieści, a strony same go hipnotyzują. I tak jest z tą powieścią, wciąga do dna, połyka w całości. Pojawia się jak iluzjonista i zabiera całą publiczność tylko i wyłącznie dla siebie. Taka rola hakawatich. Rzecz o tym już za chwilę.
Hakawati to człowiek, który całe swoje życie opowiada historie, od niego zależy jakie te historie będą. Jednak ludzie są wybredni, nikt nie chce słuchać człowieka, który nie wkłada serca w opowieść. Dużo opowieści jest powtarzanych, ale ustach różnych mistrzów opowieści brzmią różnie. Żadna historia, opowiadana przez dwóch hakawatich nie jest taka sama. Dobry hakawati potrafił „zwołać” tłum na kilka miesięcy i przez te kilka miesięcy snuć jedną opowieść, dzień w dzień, w tej samej kawiarni.
W tej powieści głównymi hakawatimi są Osama, jego dziadek oraz wuj Osamy – Dżihad. Gdy zaczyna się powieść, ojciec Osamy zaczyna umierać. Osama wskrzesza umarłych, dawny Bejrut, Liban, pradziadków i prapradziadków. Wskrzesza demony, Fatimę oraz dżina Ifrit-Dżehanamie, Bajbarasa, Otmana, Harhasza, Lajlę i dużo innych osób. Powieści przeplatają się ze sobą tworząc jeden wspólny cel – skończyć opowieść przed śmiercią ojca.
Czytając czułam się jak zaczarowana, każda kartka hipnotyzowała mnie bez reszty, przemknęłam przez tę powieść szybko, sprawnie i z wielką chęcią. Jest to niebywała gratka dla lubiący podróże, można poznać Liban i Bejrut w XIX wieku, kiedy trwała wojna domowa. Można poznać arabską kulturę od kuchni. Przez całą książkę przewracają się najróżniejsze powieści, mnóstwo króciutkich opowiastek z morałem, za to trzy główne. Opowieść rodziny, sięgająca czasów jeszcze prapradziadków Osamy, opowieść o Fatimie i demonach, o tym jak śmiertelnik został nieśmiertelny. I opowieść o Bajbarasie, młodym wojowniku, który zwyciężył wielkie bitwy i wyzwoił Egipt od cudzoziemców.
Szczerze mówiąc opowieść trzecia najbardziej mnie nudziła. Z początkiem wydawała się naprawdę dobra, ludzie nawracali się i służyli w imię Boga(nie żebym była jakoś specjalnie religijna, ale podziwiałam to) lecz nagle zrobiła się z tego wielowątkowa telenowela, ciągle wojna, ciągłe zwycięstwo i Bajbaras pnie się wzwyż we władzy. Było to monotonne i do przewidzenia, dość nierealne. Nie powiem, baśń o Fatmie jest jeszcze bardziej nierealna, jednak wciągała i to bardzo.
(Niestety nie mam na razie cytatów, otóż, było by ich zbyt dużo. Tego co chciałabym pokazać w tej książce jest od groma i ciut ciut.)
Od wydawcy:
Każdy człowiek ma swoją opowieść, każda opowieść ma swojego mistrza.
Hakawati zarabia na życie opowiadaniem historii. To jego praca, powołanie i przeznaczenie. Jest źródłem opowieści, bogiem, który stwarza i niszczy. Początkiem i końcem. Jest życiem i śmiercią. Mistrzem opowieści.
Opowieść Osamy al-Charrata zaczyna się w Bejrucie, w mieście, w którym baśnie przenikają się z realizmem, a historie tworzą się każdego dnia na nowo. Informatyk, na pozór typowy Amerykanin z Los Angeles, wraca do rodzinnego miasta, żeby pożegnać się z chorym ojcem. Wie, że powinien zakończyć historię, która zaczęła się w tym samym miejscu wiele lat temu. Najpierw jednak musi wrócić do samego początku. Do swojego dziadka, słynnego hakawatiego, libańskiego mistrza opowieści.
Kiedy wokół łóżka umierającego ojca skupia się cała rodzina, Osama zaczyna swoją opowieść. Wskrzesza nie żyjących już od dawna ludzi, swoich pradziadków, zwariowane ciotki i barwnych wujków. Z nieprawdopodobnych historii wyłania się obraz intrygującego Libanu, który tętni życiem, buzuje od nagromadzonych opowieści i przenikających się kultur.
Słowa Osamy ożywiają jednak znacznie więcej: Fatimę o ciętym języku i niezrównanym poczuciu humoru, która rzuciła wyzwanie dżinnowi i została jego kochanką, latające dywany, dzielnego księcia, nawróconego rzezimieszka i błyskotliwą Lajlę, nieraz ratującą z opresji całe zastępy wojowników.
Od przeznaczenia nie można uciec, a przeznaczeniem Osamy jest snucie opowieści, która scali jego rodzinę, przywróci mu jego własną tożsamość, pozwoli godnie odejść ojcu, a przede wszystkim zaczaruje słuchaczy.
„Hakawati, mistrz opowieści” to magiczna historia o wielopokoleniowym rodzie, który z pasją zajmuje się ubarwianiem rzeczywistości. O miłości, przed którą można uciekać w nieskończoność, ale i tak zawsze dopadnie człowieka w najmniej oczekiwanym momencie. O codziennym życiu wśród orientalnych zapachów Libanu, o mozaikowym świecie arabskiej kultury i o tym, że granice między światem realnym a baśniowym nigdy tak naprawdę nie istniały.

[Znak, 2009]

5/6

Reklamy

15 myśli nt. „„Hakawati, mistrz opowieści”, Alameddine Rabih

  1. taaak … to znowu ja:) okładka faktycznie przyciąga oko, ale jakoś obawiałam się nudy:/ choć teraz przeczytałabym cokolwiek… siedze i mnie zżyma – mój maż śpi, a w sypialni stoi regał pełen książek.. mi pozostają recenzje i fragmenty:)
    dobrej nocki :)

  2. wiem, że do takich typu książek zabieram się bardzo długo.
    okładka, fakt – bardzo ładna i przyciąga wzrok, ale to chyba nie mój styl. wolę takie książki jak „Miasto ślepców”, albo coś co trochę się z tyka z powyżej napisaną recenzją – „Utalentowana”. ;)

  3. Hym, hym…. może być ciekawe…
    A ja Ci powiem, że takie same odczucia miałam do Cienia Wiatru. Na stok nie chciałam wyjść, ale mnie zmusili… bestie.

    Ale czemu imię Osama…? xD

  4. nie ma chyba osoby ktoej by sie ona nie podobała :) ksiazka jeszcze przede mną az zal zaczynać wiedząc że sie skonczy :)

    • :)
      Też żałowałam, że książka kończy się. Ale kiedy byłam mniej więcej w połowie już chciałam końca, chciałam wiedzieć jak potoczą się losy bohaterów i jak skończą się baśnie :D

  5. Tej książki pełno po blogach. Jednak zastanawiam się czy to pozycja dla mnie. Sięgnęłam nie tak dawno po „Tygrysi księżyc” Antonii Michaelis i wymiękłam po 40 stronach. Jak „Hakawati” trafi w moje ręce to spróbuję. Okładka zwyczajnie kusi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s