„Intruz”, Stephenie Meyer

Autor: Meyer Stephenie
Tytuł: Intruz
Tytuł oryginalny: The Host
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Witczak Łukasz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: science fiction
Forma: powieść
Stron: 568
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania polskiego: Listopad 2008
Miejsce wydania:
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Moja ocena: zaczynając tę książkę byłam ciekawa, czy Meyer napisze „Intruza” w stylu „Zmierzchu”, czy zmieni swoje dialogi, czy bohaterowie będą opisani w ten sam sposób, czy będzie dobra,a może te 568 stron będzie mozolne i nudne.
Owszem – wciąga. Ale to dopiero po mniej, więcej 100 stronach. Na początku jest takie dziwne wrażenie języka. Ma się wrażenie, że to będzie dobrze napisana książka. Że wystąpią super dialogi, opisy itp. Jenak gdy przyzwyczaimy się do tego stylu i odkrywamy o co tu naprawdę chodzi, zmienia się też język. Nie powiem, odniosłam wrażenie poprawy dialogów, opisów czy też fabuły. Nie jest to tak monotonne i niezmienne jak w „Zmierzchu”, jednak nie jest to super wykonanie.

Przez wszystkie te tysiąclecia ludziom nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość. Na ile jest sprawą ciała, na ile umysłu? Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia? Dlaczego związki doskonałe się rozpadają, a te pozornie niemożliwe trwają w najlepsze? Ludzie nie znaleźli odpowiedzi na te pytania i ja też ich nie znam. Miłość po prostu jest albo jej nie ma. [str.43]

Muszę wspomnieć o duszach, bo jakby tu o nich nie wspomnieć. Przykład Wagabudny (Wandy) jest świetnym przykładem kogoś, kto nie myśli o sobie, lecz najpierw o innych. Ta postać jest tak świetnie przedstawiona w książce, aż chce się znać taką osobę.
Na wzmiankę zasługują też rozmowy Melanie i Wandy. Czasami naprawdę można się turlać ze śmiechu, czasem wpadać w zażenowanie, a jeszcze indziej w złość. Każde z tych uczuć można przeżyć. Od śmiechu do łez, a tych nie brakuje na końcu. Co jak co, ale poświęcenie jednak trochę mnie wzrusza. ;)

Nigdy nie wiesz, ile czasu ci zostało. [str.146]

Od wydawcy:
Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała i umysły, wiodąc w nich na pozór normalne życie. W ciele Melanie zostaje umieszczona „dusza” o imieniu Wagabunda, która wie, że ludzkie ciała doznają gwałtownych uczuć, ich zmysły odbierają mnóstwo wrażeń, a wspomnienia potrafią być aż nadto wyraziste. Ale jest coś, czego Wagabunda się nie spodziewa: poprzedni właściciel ciała nie zamierza poddać się bez walki. Wagabunda wertuje myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.

4/6

Reklamy

21 myśli nt. „„Intruz”, Stephenie Meyer

  1. Przeczytałam całą sagę Zmierzchu. Choć jej fabuła była prosta niczym konstrukcja cepa to miała w sobie coś wciągającego. Przez Intruzem wzbraniałam się i nadal to robię. Bałam się, że jest to wykorzystywanie swoich 5 minut przez autorkę, że piszę tylko aby sprzedać i jeszcze zarobić. Nie ma co się oszukiwać pani Meyer mistrzem złotego pióra nie jest i raczej nie będzie, choć tego jej życzę. Po Twojej recenzji myślę, że jednak warto dać szanse tej książce i w jakimś stopniu pozytywnie się zaskoczyć.
    Pozdrawiam :).

    • 5 minut sławy Meyer wykorzystują inni np. Panie Cast i ich „Dom nocy”. To jest historia tak podobna i tak wampirowska, że czasem nie dziwię się, że ludzie są negatywnie nastawienie od samego początku.
      Wydaję mi się, że sama Meyer, aż tak bardzo nie robi wokół siebie tyle szumu. Wręcz przeciwnie, to czytelnicy i nastolatki, które wręcz szaleję za sagą, robią taki zamęt. Gdzie się nie obejrzy, to jakiś fanklub i myślę, że właśnie takie obsesyjne uwielbienie „Zmierzchu” zmieniło nastawienie niektórych ludzi do wampirów, a szkoda.
      Myślę, że warto dać jej szansę w odpowiednim momencie :)
      Pozdrawiam :D

  2. Ooooo, jak ta książka mnie się spodobała i co ciekawe, młodzieży raczej nie przypadła do gustu określając ją jako „dorosłą” cokolwiek miałoby to znaczyć.:)

  3. A jak ja przeczytałam te 6 (chyba) rozdziałów, to przez cały czas nie mogłam przyzwyczaić się do opisywania zdarzeń z różnych perspektyw. I z moim oczywistym słomianym zapałem skończyłam czytać na tych sześciu rozdziałach. A co dalej – zobaczy się.

    Mam wrażenie, że zaginasz czasoprzestrzeń, mając czas na czytanie. :D

  4. Całą sagę „Zmierzchu” przeczytałam, mam za sobą. Jednak nie mogę się zmusić do tej książki. Może przez to, że ma takie dziwne wymiary, a może, że nie zaciekawiły mi opisy z tyłu książki. Po prostu nie wiem. Słyszałam wiele, jak moja koleżanka opowiadała o „Intruzie”, ale to wszystko wydaje mi się takie…takie nudne.

    Kocham. ;*

  5. Ja Intruza w ogóle nie dałam rady zmęczyć, przeczytałam około 100 stron, no, może trochę więcej i w sumie było nudno i sztucznie. Moja córka natomiast chwaliła.

    • Ja na początku miałam straszne problemy. Męczyłam się i męczyłam. Miałam ochotę już ją odłożyć, ale jednak dalej czytałam. No i w końcu wciągnęło.

  6. To pisałam ja, Kalio, z komputera córki i dopiero teraz zobaczyłam, że jak zwykle jestem na jej koncie zalogowana:) Ta moja młoda Goła(szewska) wykorzystuje nazwisko w nickach, no, no!

  7. Intruz miał być jedną z następnych książek jakie miałem przeczytać. Ale niestety, dopiero się przyzwyczajam czytać xD więc nie wiem czy dam rade zmęczyć te 100 początkowych(nudnych) stron.

    Tweety :
    Mam wrażenie, że zaginasz czasoprzestrzeń, mając czas na czytanie.

    Jak zobaczyłem ten spis na stronie to też miałem takie wrażenie.

    • To życzę tylko udanych lektur :) Może „Intruz” nie jest dobry na początek? Jak dobrze określiłeś pierwsze sto stron jest nudnych, potem akcja się zaczyna, ale może jednak warto się pomęczyć? ;)

      A tam! Ja po prostu mam czas na wszystko, dobra organizacja i tyle ^^

  8. Intruz … wg mnie świetnie napisana książka. Zgadzam się – wciąga po ok. 100 stronach. Zgadzam się – sposób narracji jest zaskakujący, co nie znaczy że trudny czy nieprzystępny. Przeczytałam sagę Zmierzch i obawiałam się, że Intruz będzie równie mało interesujący dla mnie. Tymczasem zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. I w przeciwieństwie do Zmierzchu (którego fenomen nie do końca rozumiem), Intruz jest pozycją, którą mam w swojej biblioteczce. Ale … każdy ma inny gust i upodobania czytelnicze, nie dziwię się więc, że nie brakuje osób, które nie były w stanie tej książki przeczytać :):)
    Pozdrawiam

  9. „Zmierzchu” nie trawię. O „Intruzie” nie będę dużo mówić. Jedna z nielicznych książek, przy których płakałam. Więc nie rozumiem, czemu inne osoby w moim wieku twierdzą, że to nudna i trudna powieść (nie, nie czytali ^^).

    PS. Jedzie ktoś na film?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s