Wykredowana

… subiektywne oceny książek

“Bez mojej zgody”, Reż. Nick Cassavetes 9 Luty 2010

Zaszufladkowany do: film, filmowe rozmyślania, kino — vampire_slayer @ 17:27

reżyseria: Nick Cassavetes
produkcja: USA
gatunek: Dramat
data premiery: 2009-08-21 (Polska) , 2009-06-26 (Świat)
Moja ocena:
Jak ocenić film, oglądany z dozą niepewności i zwątpienia, co uczynić? Jak oceniać postępowanie matki, córki czy umierającej siostry? Kto jest winny, kto powinien odpuścić?
Dawno nie oglądałam filmu poruszającego tak ważną sprawę oraz filmu, przy którym musiałam czekać do samego końca by wydać osąd, bo sama nie byłam w stanie.
Jednego żałuję, że oglądając ekranizację, nie znałam książki. Chociaż, patrząc z innej perspektywy, nie znając ani książki, właściwie nie wiedząc nic, mogłam polemizować w filmie. Mogłam myśleć co chcę i jak chcę. Bo przeczytawszy opis tego dzieła przeważnie stwierdza się dwie pierwsze uwagi. Pewna grupa ludzi najpierw pomyśli o wrednej matce, która wykorzystuje dziecko, aby ratować drugie. Zaś druga grupa będzie zastanawiać się jak siostra może robić coś takiego umierającej siostrze. Ja byłam w pierwszej grupie. O tak, początek był bulwersujący i nie do pomyślenia, jak matka mogła tak wykorzystywać dziecko? Czy pomyślała o tym, że ta dziewczynka kiedyś się dowie, iż została sztucznie stworzona? Nie. Ważne było ratowanie Kate – umierającej na raka. Owszem, gdyby nie Annie, Kate nie dożyłaby pięciu lat, jednak patrząc z drugiej strony, Annie też nie miała łatwo. Ciągłe przeszczepy, wieczne osłabienia, infekcje, operacje. Żyła jakby była chora, a prawda jest taka, że chora to ona nie była.
To nie jest film do obejrzenia od niechcenia, nie jest to dobra rozrywka ani ubaw po pachy. Łzy lecą w wielu momentach i jest to film, przy którym zastanawiam się nad własnym życiem.
Warto zwrócić uwagę na aktorów, nie lada licho jest zagrać matkę walczącą o życie dziecka. Taka matka poświęciła wszystko – dom, rodzinę, małżeństwo, pracę. Każda sekunda, każdy dzień, miesiąc to pole walki, ciągła, niekończąca się bitwa. Wielkie brawa za aktorstwo Cameron Diaz, zagrała idealnie wpasując się w rolę, kiedy trzeba było poświęcić samego siebie, robiła to. Czuć od niej walkę, determinację i niedopuszczanie myśli, że nie chcę się pomóc Kate. Kiedy Annie wnosi pozew, nie może uwierzyć w to co słyszy, jak każda matka walczy o dziecko, walczy nie patrząc na innych. Również Abigail Breslin zasługuję na wzmiankę, ciężka rola, a mała nieźle jej sprostała.

O filmie:
Annie (Abigail Breslin) nic nie dolega, a mimo to żyje tak, jakby była obłożnie chora. W wieku jedenastu lat ma już za sobą niejedną operację, wielokrotnie oddawała krew, aby utrzymać przy życiu swoją starszą siostrę Kate (Sofia Vassilieva), która we wczesnym dzieciństwie zapadła na białaczkę. Anna została poczęta w sztuczny sposób, tak, aby jej tkanki wykazywały pełną zgodność z tkankami siostry. Aż do tej pory akceptowała tę życiową rolę. Teraz Anna, wzorem większości nastolatków, zadaje sobie pytania dotyczące tego, kim jest naprawdę. Różnica pomiędzy nią, a większością nastolatków, polega na tym, że przez całe życie postrzegano ją wyłączne przez pryzmat siostry i tego co dla niej robi. Anna dojrzewa do podjęcia decyzji, która może podzielić jej rodzinę…

8/10

 

Promocji kilka. Mól na zakupach :) 4 Luty 2010

Zaszufladkowany do: Książki, nowe nabytki, stosik — vampire_slayer @ 14:57

Nowy miesiąc, nowe wypłaty, nowe promocje. Człowiek wariuje. Gdzie się nie obejrzy wyprzedaż, skrzynka pęka od ulotek, poczta od wiadomości o nowych rabatach i jak tu nie ulec? Sposobu chyba nie ma. A nawet gdyby był, to jak oprzeć się nowym lekturą? ;)

Jadąc od góry:
1.”Weronika postanawia umrzeć” Paulo Coelho (biblioteka)
2.”Krew elfów” Andrzej Sapkowski (pożyczone)
3.”Nowicjuszka” Trudi Canavan
4.”Opowiadania” Edgar Poe(biblioteka)
5.”Hakawati. Mistrz opowieści” Rabih Alameddine
6.”Intruz” Stephenie Meyer
Do stosu można załączyć jeszcze Newsweeka – 6/2010, Politykę – nr 5(2741 i Pani – luty 2010. Tak więc czytania, a czytania :D

 

Czytelnicza zabawa, co mole książkowe lubią. 2 Luty 2010

Zaszufladkowany do: Książki, codzienność, inne — vampire_slayer @ 14:35

Zabawa dość znana, prawda? Już raz brałam w niej udział, gdyż Moni mnie klepnęła. Było to jeszcze na blogspocie, jeśli ktoś ma ochotę przeczytać, proszę bardzo: kliknij
Tym razem klepnęła mnie Kalio, za co bardzo dziękuję. Fajnie jest znów odpowiadać i poznać Wasze odpowiedzi. Pytania krążą i krążą, dyskusje same powstają, a my sami możemy przypomnieć sobie wiele wspaniałych książek, o których zapomnieliśmy. A więc do dzieła:

1. Kim jest Twój ukochany bohater literacki? A kogo darzysz największą niechęcią? (No dobrze, może być więcej niż 1 postać, ale maksymalnie 3 z każdej z tych dwóch kategorii).

Ukochaną postacią, którą wręcz wielbię i ubóstwiam jest Draco Malfoy. Większość osób uwielbia Harrego, ja wolę Dracona za jego charakter. Miłość do tej postaci zrodziła się w opowiadaniach fanfiction, które można znaleźć na pęczki. Za pamiętnych czasów, zrodził się pomysł łączenia Draco z Hermioną, to chyba mój ulubiony temat opowiadań. No więc szukając i podczytując znalazłam( z pomocą Tweety, która przyczyniła się do tej wielkiej miłości) kilka opowiadań naprawdę godnych uwagi.
Draco jest w nich ironiczny, kąśliwy, wredny, zaczepny i zawsze ma odpowiedź na wszystko. Jednak osoby piszące te opowiadania stwarzają go tak świetnego, że trudno się oprzeć. Czytając te opowiadania, zaśmiewamy się do łez i zakochujemy się w tej postaci. W książce pani Rowling nie jest tak barwną postacią, ale w opowiadaniach owszem.
Za to bohatera, którego nienawidzę. Hmm… Czasem jak czytam, to aż się we mnie gotuję, gdy jakaś wredna małpa czy wredny osobnik psują wszystko dookoła. Wydawać się może, że wszystko jest okej aż tu nagle zołza wszystko psuję. Niestety nie mogę wskazać żadnej postaci, której bym nienawidziła, gdyż uciekło mi z głowy.

2. Które ze światów pokazanych w książce zrobiły na Tobie największe wrażenie i dlaczego?
Niewątpliwie pochłonął mnie świat magii, świat Pottera, kraina czarodziejów i sztuczek. Wiem, że ciągle wracam do Pottera, ale ta książka tak naprawdę sprawiła, że pokochałam czytać. To jest książka, do której zawsze mam ochotę wracać i zawsze mnie fascynuje.
Wspomnę też o świecie wampirów, który pochłonął mnie bez reszty. Któż by nie chciał być wampirem. ;)

3. Jaka książka najbardziej Cie przeraziła? A jaka wzruszyła? Która najbardziej rozśmieszyła? Z jakich powodów?
Lektura, która miała tak mało stron, była tak cieniutka, a przez którą długo płakałam to była “Moje drzewko pomarańczowe”. Książkę czytało się w godzinkę, ale pod koniec łzy płynęły mi po policzku, a muszę przyznać, że były naprawdę szczere.
Co do książki, która mnie przeraziła. Chyba nie było jeszcze takiej książki, po której naprawdę bym się bała. Znajdzie się kilka fragmentów, gdzie nikt się nie obchodził z ludzkim ciałem np. tortury. Można wspomnieć o “Anioła i Demonach”, które czytałam po filmie, więc miałam zbyt żywy obraz, tego, jak te tortury mogły wyglądać. Ale za grzybka nie mogę sobie przypomnieć, jaka książka mnie przerażała.

Na tym kończę moje niezbyt wylewne odpowiedzi, aż mnie dziw bierze, że tyle pozapominałam. Ocho, czas chyba zacząć ćwiczyć pamięć. :) Do zabawy zapraszam – Hasita86, Medolę i Zosik. A oto pytania:
1. Jakiego autora/autorkę cenisz sobie najbardziej? Co przyciąga Cię w jego/jej książkach?
2. Ukochana książka dzieciństwa. Co to było i dlaczego?
3. Twoja ulubiona ekranizacja. Która ekranizacja, według Ciebie, najlepiej odzwierciedliła książkę?

 

“Weronika postanawia umrzeć”, Coelho Paulo 31 Styczeń 2010

Zaszufladkowany do: Książki, literatura piękna, literatura współczesna zagraniczna, powieść, recezja — vampire_slayer @ 0:16

Autor: Coelho Paulo
Tytuł: Weronika postanawia umrzeć
Tytuł oryginalny: Veronika decide morrer
Język oryginalny: portugalski
Tłumacz: Stępień Basia, Misiorowska Grażyna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: literatura współczesna zagraniczna
Forma: powieść
Stron: 222
Cykle: Zaś siódmego dnia…
Rok pierwszego wydania: 1998
Rok pierwszego wydania polskiego: 2000
Miejsce wydania: Warszawa
Wydawca: Wydawnictwo Drzewo Babel
Moja ocena:
Dlaczego, ludzie decydują się na śmierć? Czym jest dla człowieka życie, a czym jest śmierć? Co skłania ludzi do skończenia żywota, co zmusza ich do drastycznego kroku? Otóż okazuję się, że w życiu nie wystarczy być ładnym, zgrabnym, mieć dobrą pracę, mieszkanie i kochającą rodzinę. Otóż, trzeba być w swoisty sposób szalonym. Bo tylko szalony tak naprawdę kieruję własnym życiem. Nazywamy ludźmi szalonymi, a tak naprawdę nie wiemy co to znaczy.

- Co to znaczy być szalonym?
- Właśnie. Tym razem odpowiem ci wprost: szaleństwo to niemożność przekazania swoich myśli. Trochę tak jakbyś znalazła się w obcym kraju – widzisz wszystko, pojmujesz, co się wokół ciebie dzieje, ale nie potrafisz się porozumieć i uzyskać znikąd pomocy, bo nie mówisz językiem tubylców.
- Każdy z nas czuł to kiedyś.
- Bo wszyscy, w taki czy innym sposób, jesteśmy szaleni.
["Weronika postanawia umrzeć", str. 69]

Kim według nas jest człowiek szalony? Wykonuje różne, dziwne czynności, czasami krzyczy w miejscach publicznych, zachowuję się irracjonalnie do społeczeństwa, robi rzeczy, których “zdrowy” człowiek nigdy by nie zrobił. Czy to na pewno jest człowiek szalony? Czy mówiąc szalony, mamy na myśli kogoś, kto był w klinice psychiatrycznej? Każdy, choć raz, tak pomyślał. Czy stojąc gdzieś, załóżmy na przystanku autobusowym, widzimy obcą nam osobę, ubraną w kolory tęczy, czy nie oceniamy jej z pozoru, myśląc jaka ta osoba jest szalona, takie barwy, środek zimy czy np. zupełnie nie pasujące kolory? A jeśli spojrzymy z innej perspektywy, która przychodzi dużo później, powinniśmy zaznać odrobinkę podziwu dla tej właśnie osoby, która zupełnie na przekór ubrała się tak czy inaczej. Patrząc na nasze społeczeństwo, co raz to więcej ludzi goni za modą, uważając, że mają swój styl. A styl nie polega na markowych ciuchach, ale na tym, by we własnym ubiorze pokazać samego siebie i nosić to, co według nas jest odpowiednie.

Weronika wiedziała z doświadczenia, że istnieje sporo ludzi, którzy rozprawiają o nieszczęściu innych i tylko udają chęć niesienia pomocy, a tak naprawdę cieszą się z cudzego cierpienia, bo to ich utwierdza w mniemaniu, że sami są szczęściarzami i że życie jest dla nich łaskawe.
["Weronika postanawia umrzeć", str. 35]

Książka otwiera oczy na to, co nam znane lub znane być powinno. Wiele powieści toczy się wokół życia, jedni odchodzą, drudzy przychodzą i ci, którzy zostają muszą uczyć się życia na nowo. Jednak, jeśli ktoś, kto chciał skończyć życie, bo uważał je za monotonne i jeśli ten ktoś dostaję szansę, dostaje tydzień, to czy jest dla niego lepiej chcieć żyć i przeżyć dany czas, czy jednak poczekać na śmierć? Był kiedyś cytat, że gdybyśmy znali dzień własnej śmierci, być może bylibyśmy zupełnie inni ludźmi. Jak bardzo człowiek potrafi się zmienić w obliczu śmierci, ile potrafi wybaczyć, ile zobaczyć. Ile docenić, a ile zapamiętać. Czy tak właśnie być nie powinno? Ludzie żyjący pełnią życia – ludzie szaleni.

Właśnie dlatego, że uważała wszystko za głupstwa, pogodziła się z tym, co niosło jej życie. Jako nastolatka sądziła, że jeszcze zbyt wcześnie, by wybierać. Jako młoda kobieta była przekonana, że już zbyt późno, by cokolwiek zmienić.
["Weronika postanawia umrzeć", str. 50]

Lektura tak bardzo otworzyła mi oczy, iż zaczęłam się zastanawiam na istotą ludzkiego życia. Często wybieramy to, co zaspokoi innych. Porzucamy własne pragnienia, by zadowolić bliskich. I zapominamy, że sztuką miłości, jest kompromis – taki, aby każda ze stron była szczęśliwa. I w biegu teraźniejszego życia często zapominamy o własnych marzeniach czy celach, bo gdybyśmy powiedzieli je głośno – inni wyśmiali by nas, a czym gorzej, uznali za wariatów. Tak oto, zapominamy o tym, co dla nas ważne i skupiamy się na życiu codziennym i na tych, których chcemy zadowolić.

Weronika współczuła tej kobiecie, która opowiadała historię swojej ciotki, próbując dociec, co popchnęło ją do samobójstwa. Bo jak – w świecie, gdzie wszyscy starają się przeżyć za wszelką cenę – osądzać tych, którzy decydują się na śmierć?
Nikt nie ma prawa ich osądzać. Każdy zna ogrom swojego cierpienia i tylko on sam może ocenić, czy jego życie ma sens.
["Weronika postanawia umrzeć", str. 21-22]

Podobno sztuką jest, z miłości poświęcić to, co dla nas najcenniejsze. Polec, by tej drugiej osobie było dobrze. Więc czym jest miłość i życie? Tylko wyrzeczeniem, przykrością i bólem? Czy może pojednaniem szczęścia i nieszczęścia, mieszkanką tego i tego. Jednak by tak było, trzeba czasem, a nawet bardzo często wsłuchiwać się w własne serce, które jak nikt inny wie, czego pragniemy i co sprawi, że będziemy szczęśliwi. I trzeba walczyć o swoje.

Dziewczyna uważać będzie każdy dzień życia za cud, bo tak jest w istocie, zważywszy wszelkie możliwości niespodziewanych zdarzeń w każdej sekundzie naszej kruchej egzystencji.
["Weronika postanawia umrzeć", str. 221]

Teraz powiecie, tu jest pies pogrzebany, jak każdy by tak robił, to w końcu wszyscy byliby samolubni i egoistyczni. Ja wam mówię, że nie wielu na to stać. Nie wielu to potrafi. Tylko ludzie szaleni.
Wynieść z tej książki można dużo, pragnienia, obawy, marzenia. Można dużo odkryć i myśleć o życiu i jego biegu. Spędzić długi czas na rozmyślaniu i dochodzeniu czy przeżywamy życie tak jak chcemy. Dziwi mnie jednak fakt, że w każdej powieści Coelho, główna postać spotyka tak wspaniałych ludzi! Te osoby zawsze mają coś mądrego do powiedzenia i naprowadzają bohatera na dobrą ścieżkę. Jest to zdeka irytujące, a zarazem fascynujące, bo sama chciałabym spotykać takich ludzi w życiu – ludzi z mądrością życiowa na każdy problem. Nawiązując trochę do filmu, aktorka grająca Weronikę dała popis umiejętności. Film oglądałam przed przeczytaniem książki, a mimo to, czytając ją teraz, nadal uważam, że pani Gellar znakomicie oddała emocje targające Weroniką.

Od wydawcy:

Umiera się na wiele sposobów: z miłości, z tęsknoty, z rozpaczy, ze zmęczenia, z nudów, ze strachu… Umiera się nie dlatego, by przestać żyć, lecz po to, by żyć inaczej. Kiedy świat zacieśnia się do rozmiaru pułapki, śmierć zdaje się jedynym ratunkiem, ostatnią kartą, na którą stawia się własne życie. Weronika postanawia umrzeć bez wyraźnego powodu, bez żalu i bez patosu. Może dlatego, że szukała łatwych rozwiązań, jej życie stało się mdłe jak potrawa bez przypraw, pozbawione ziarna szaleństwa. A gdzie szukać szaleństwa, jeśli nie w domu wariatów, pośród tych, którzy obdarzeni nim zostali w nadmiarze? Weronika uczy się na nowo życia, poznaje samą siebie, zmartwychwstaje. Weronika chce żyć inaczej… [Drzewo Babel, Warszawa 2000]

5+/6

 

“Intruz”, Stephenie Meyer 27 Styczeń 2010

Zaszufladkowany do: Książki, literatura piękna, powieść, recezja, science fiction — vampire_slayer @ 19:47

Autor: Meyer Stephenie
Tytuł: Intruz
Tytuł oryginalny: The Host
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Witczak Łukasz
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: science fiction
Forma: powieść
Stron: 568
Rok pierwszego wydania: 2008
Rok pierwszego wydania polskiego: Listopad 2008
Miejsce wydania:
Wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Moja ocena: zaczynając tę książkę byłam ciekawa, czy Meyer napisze “Intruza” w stylu “Zmierzchu”, czy zmieni swoje dialogi, czy bohaterowie będą opisani w ten sam sposób, czy będzie dobra,a może te 568 stron będzie mozolne i nudne.
Owszem – wciąga. Ale to dopiero po mniej, więcej 100 stronach. Na początku jest takie dziwne wrażenie języka. Ma się wrażenie, że to będzie dobrze napisana książka. Że wystąpią super dialogi, opisy itp. Jenak gdy przyzwyczaimy się do tego stylu i odkrywamy o co tu naprawdę chodzi, zmienia się też język. Nie powiem, odniosłam wrażenie poprawy dialogów, opisów czy też fabuły. Nie jest to tak monotonne i niezmienne jak w “Zmierzchu”, jednak nie jest to super wykonanie.

Przez wszystkie te tysiąclecia ludziom nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość. Na ile jest sprawą ciała, na ile umysłu? Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia? Dlaczego związki doskonałe się rozpadają, a te pozornie niemożliwe trwają w najlepsze? Ludzie nie znaleźli odpowiedzi na te pytania i ja też ich nie znam. Miłość po prostu jest albo jej nie ma. [str.43]

Muszę wspomnieć o duszach, bo jakby tu o nich nie wspomnieć. Przykład Wagabudny (Wandy) jest świetnym przykładem kogoś, kto nie myśli o sobie, lecz najpierw o innych. Ta postać jest tak świetnie przedstawiona w książce, aż chce się znać taką osobę.
Na wzmiankę zasługują też rozmowy Melanie i Wandy. Czasami naprawdę można się turlać ze śmiechu, czasem wpadać w zażenowanie, a jeszcze indziej w złość. Każde z tych uczuć można przeżyć. Od śmiechu do łez, a tych nie brakuje na końcu. Co jak co, ale poświęcenie jednak trochę mnie wzrusza. ;)

Nigdy nie wiesz, ile czasu ci zostało. [str.146]

Od wydawcy:
Przyszłość. Nasz świat opanował niewidzialny wróg. Najeźdźcy przejęli ludzkie ciała i umysły, wiodąc w nich na pozór normalne życie. W ciele Melanie zostaje umieszczona “dusza” o imieniu Wagabunda, która wie, że ludzkie ciała doznają gwałtownych uczuć, ich zmysły odbierają mnóstwo wrażeń, a wspomnienia potrafią być aż nadto wyraziste. Ale jest coś, czego Wagabunda się nie spodziewa: poprzedni właściciel ciała nie zamierza poddać się bez walki. Wagabunda wertuje myśli Melanie w poszukiwaniu śladów prowadzących do reszty rebeliantów. Tymczasem Melanie podsuwa jej coraz to nowe wspomnienia ukochanego mężczyzny, Jareda, który ukrywa się na pustyni. Wagabunda nie potrafi oddzielić swoich uczuć od pragnień ciała i zaczyna tęsknić za mężczyzną, którego miała pomóc schwytać. Wkrótce Wagabunda i Melanie stają się mimowolnymi sojuszniczkami i wyruszają na poszukiwanie człowieka, bez którego nie mogą żyć.

4/6